Jakby ilość dziwnych myśli/opinii/podejścia do różnych spraw nie była u mnie wystarczająca - doszedł do tego dziwny sen. Niby nic wielkiego - sny bywają dziwaczne i może nie ma się co rozwodzić nad kolejnym tego faktu potwierdzeniem, ale uczucie postało we mnie bardzo dziwne i ponieważ ciągle trwa - to wspominam o tym.
Wygląda na to, że zginąłem we śnie - co gorsza, całkiem świadomie wybrałem tą opcję. Pamiętam, że jechałem bardzo szybko myśląc o czymś zupełnie abstrakcyjnym, kiedy zobaczyłem nagle (cholera wie skąd) 4 okrągłe reflektory a po środku znaczek VW. Czyli Golf tzw. II generacji. Nawet nie wiem czy ten samochód miał jakiś kolor i czy ktoś go prowadził - nie, żebym nie widział tylko zahipnotyzowała mnie opcja "Wjedź w niego". Kompletny brak strachu - zdążyłem przez ułamek sekundy pomyśleć tylko - dałbym radę uciec. Ale nie ruszyłem nawet kierownicą - świadomie wjechałem w te okrągłe oczka. Rzekłbym nawet, że wyboru dokonałem z pewną ulgą i całkowitą akceptacją. Jak na Psach, kiedy Pazura przychodzi do Lindy wezwany przez niego w środku nocy - a na stole butelka wódki i 2 szklanki - i krzyczy oburzony: To po to mnie wyciągasz?? A po chwili zastanowienia: A zresztą polej...
Dalej nie pamiętam. Przecież zginąłem. Było miło.
poniedziałek, 28 czerwca 2010
Chyba zginąłem we śnie
Subskrybuj:
Posty (Atom)