Na smuty mnie zbiera zawsze w piątki. Pewnie dlatego, że to takie coś jak niedziela dla Boga - oddech "siódmego dnia". A dzień codzienny bywa zestawem wydarzeń i niczym więcej.
- znowu się nie ogoliłem
- wygrałem przetarg (na otwarcie pojechałem jak nieogolony burak)
- atomizer w elektronicznym papierosie "zalałem" wiśniowym płynem
- dostałem propozycję postawienia marketu w Kurdystanie ze zwrotem 160% w skali roku
- wypiłem za dużo kawy
- boli mnie noga - coś mi się chyba "robi" niedobrego
- kupiłem zupę grochową w torebce i jest ona całym moim światem