sobota, 28 lutego 2009

Względność porządku (Z rozmów z... Vol. 2)

27.02.2009

xRes
23:09:43
:)
23:10:00
wziąłem się za porządki
23:10:07
i mi sie zejszło
23:10:26
porządki na półkach swoich
23:10:45
90% ciuchów mam do...
23:10:48
dupy
23:11:15
jakbyś przejrzała to byś pewnie wyrzuciła wszystkie
23:11:34
ale ja z 10% zostawię bo nie będę goły chodził
23:12:03
nie no - przesadzam - tak naprawdę to 1/4 mi zostanie

C***
23:12:22
faceci

xRes
23:12:25
a przejrzałem 1/3 całości
23:12:29
wiem bo
23:12:34
podzieliłem na 4 kupki
23:12:44
1 - NIE
23:12:51
2- RACZEJ NIE
23:13:04
3 - MOŻE NIE
23:13:06
4 - TAK

C***
23:13:11
kurde

xRes
23:13:12
:)

C***
23:13:18
ja bym podzieliła na 2
23:13:31
1- nie żeby sjały srały
23:13:40
skały miało być
23:13:47
2- może....
23:13:52
ale też chyba nie

xRes
23:13:53
heheh
23:13:55
kobiety...
23:14:00
ale w ten sposób to mam 4 kupki w miarę równe

C***
23:14:07
no i masz problem

xRes
23:14:08
a Ty masz 1 wielką kupę
23:14:16
i drugą malutką
23:14:23
jest tam tylko na niej piżama

C***
23:14:30
hahaha
23:14:34
żebyś wiedział

xRes
23:14:56
jakby nie patrzeć
23:15:02
oboje zostajemy nago

C***
23:15:31
jest to jakaś koncepcja...

xRes
23:15:55
to dobry początek
23:16:02
potem następuje tzw. fresh start
23:16:12
czyli
23:16:16
idziemy na zakupy
23:16:22
ja nago a Ty w piżamie


28.02.2009

xRes
16:09:12
z cyklu "Porządki na półkach Vol. II"
16:09:14
wow
16:09:27
znalazłem białe Levisy 501!
16:09:43
takie wiesz - depeche mode
16:10:06
kiedyś jak ktoś miał te spodnie
16:10:16
to był GOŚĆ!
16:10:25
może już nie jestem GOŚĆ
16:10:31
ale spodnie mam...
16:10:49
nie wyrzucam - może z raz kiedyś założę...
16:11:08
wiem wiem - nie pokażesz się ze mną wtedy na ulicy

xRes
16:33:57
Drugie wow - wyrzuciłem 6 "świetnych" marynarek i 3 garnitury (w tym ślubny)
16:34:16
w kieszeniach znalazłem:
16:35:09
ściągawkę z egzaminu z fonetyki na I roku anglistyki
16:35:57
(okazuje się że alveolar plosives are apt to be elided)
edit: notabene nie mam już dziś pojęcia co znaczy to zdanie - tak dużo zapomniałem...
16:36:37
bilet za 1800 zł na tramwaj poznański
edit: kurwa ależ kiedyś to się miało kasę w kieszeni... a ten tramwaj miał początkowy w pobliżu osiedla Wichrowe Wzgórze
16:36:53
paczkę LM
16:37:07
liścik od laski
16:38:07
(którego treść z kronikarskiego obowiązku podaję: Pamiętaj - zadzwoń o 19.00 - 46517 - Małgosia)
16:39:09
(nie będę udawał że nie mam pojęcia kim była Małgosia doskonale ją pamiętam - bardzo ją lubiłem - i ona mnie też )
16:39:33
i kilka innych ale nie wartych wspomnienia drobiazgów...
16:44:05
(wspomnę jeszcze, że kiedyś dla wspomnianej Małgosi napisałem nawet wiersz - ona go później zawsze miała ze sobą w torebce...)
16:48:22
(Małgosia obecnie prowadzi firmę reklamową a jej mąż jest emerytowanym żołnierzem zawodowym - mieszkają w innych miejscach choć nadal są małżeństwem... - spotykaliśmy się jakiś czas kiedy ona była z nim - dziwna analogia prawda? - po jakimś czasie Małgosia wyszła za swojego męża, bo jej było go szkoda zostawić. Po latach okazuje się, że trzeba było małżeństwa, żeby się skutecznie rozstać - co za przykra ironia losu...)


Resztę porządków wykonałem bez komentowania w przerwach. Ubrania ważyły ponad 17 kilogramów. Pewnie przez te dziwaczne swetry i ciężkie, grube marynarki... Umieściłem je w pojemniku "na odzież dla potrzebujących".
Myślę sobie, że chyba naprawdę nie mam co zrobić ze swoim życiem. Tak bardzo potrzebuję zmiany, że tak przerażająco "domatorskie" zajęcie (którego w normalnych warunkach najprawdopodobniej bym się nie podjął), zmieniające COKOLWIEK, działa na mnie jak namiastka oczyszczenia, realnej zmiany. Na razie efekt jest taki, że mam tylko 4 T-Shirty. Pozostałe kilkanaście założy pewnie niedługo ktoś inny. Ale może chociaż dla niego będzie to naprawdę wielka zmiana.

czwartek, 26 lutego 2009

O kurwa mać jak zapierdala czas

Pamięta ktoś taki utwór o tytule jak nagłówek posta? Ech... Kiedyś to były zespoły muzyczne...

Pamiętam dokładnie urodziny rok temu - dostałem kilka ciepłych życzeń i było mi miło. Pamiętam śpiewane po Marylinowsku Happy birthday to You.... (dziękuję kochanie - dziś znowu to usłyszałem :) ). Napisałem wtedy posta - jakoś tak w specjalnych momentach chce się coś napisać, nawet jeśli nie ma się nic do powiedzenia. Dla zainteresowanych link - http://nocturne-d.blogspot.com/2008/02/po-iloci-korkocigw-w-domu-poznacie-ich.html - to było jeszcze na Onecie (przeniosłem tu posta - oczywiście bez komentarzy).

Dziś znów jest 26 luty i kolejne urodziny. Niewiele zmieniają - choć jestem bardziej "spolegliwy na to co przyniosło życie". Wystarczy trzymać się dewizy "nie my jesteśmy najważniejsi". Człowiek lepiej czuje się psychicznie i łatwiej znieść wszystko - myśląc, że jestem taki fajny i nie myślę tylko o sobie.

Ale ja nie o tym chciałem. Nie chcę marudzić i smęcić - każdy z nas ciągnie swojego "gluta" z którym się męczy - brak miłości, brak zrozumienia, brak perspektyw, brak alkoholu. Chciałem powiedzieć, że lubię tandetę. Uwielbiam. Bywam rasowym burakiem i strasznie mi się to podoba. Mój szwagier to wie - jest taki sam - dlatego dał mi w prezencie to:



To są takie fantastycznie tandetne puchate kosteczki, które zaczepia się przy lusterku w samochodzie. I one sobie dyndają mówiąc jestem fajny chłopak i mam przyjemny samochodzik - come on bejbe light my fire - albo coś równie mądrego. Uważam, że to cholernie zabawne :) Kiedy się spotykamy zawsze pytamy: a wyszorowałeś fullwypas kosteczki madafaka? Co prawda kompletnie nie przystaje to do kogoś, kto chce coś "załatwić", no bo jak tu robić interes z kimś, kto ma burackie kosteczki w samochodzie rodem z początku lat 80-tych... Ale co tam. Najwyżej będę je ściągał, kiedy będę w garniturze.
Jestem tandetny tak jak one. I tandetne są moje uczucia.

***
27.02
Dorzucę sobie pieśń okolicznościową - z dedykacją od siebie dla siebie. Czasem słucham też pieśni optymistycznych a ta wyjątkowo dobrze mnie nastraja.
Szczególnie:
Don't let the trials of life change who you are tonight
Stay seventeen each time you get one year older


piątek, 6 lutego 2009

Z listów do... (Vol. 1)

Po dłuższym czasie prowadzenia bloga nie chce się wręcz już pisać o tym samym. Choć to co nas gnębi powinno być najważniejsze. Wydaje mi się, że to jedna z niedogodności prowadzenia monologu w formie bloga - to przecież web-log myśli i nie zastąpi rozmowy. Dlatego są listy. Ale w listach i tak prowadzę monolog - to tylko inna forma web-loga. Może nieco bardziej prywatna i ukierunkowana na konkretnego adresata. Mam nadzieję, że adresat się nie obrazi, że nie spytałem o zgodę.

A***:
Masz rację podobno odpowiedzialność to jedyna rzecz jaka różni nas od zwierząt - tylko pytanie kiedy ta odpowiedzialność opuści gniazdo nie będzie już zbyt późno - na zmianę czegokolwiek...
W zamyśle można brać rękoma cały obraz siebie i żyć albo gnic i pozwolić dryfować bez sensu.
Zmieniałam xxx razy miejsce zamieszkania - ile było w tym przekory losu, tego nie wiem - ale nie żałuje, bo coś co umarło i nie dało sie wskrzesić nie może mnie ograniczyć jedynie do odpowiedzialności.
Miłego...

xRes:
To tez kwestia tego co Cie trzyma a co nie. Bywa, że trzymają mnie w miejscu najdziwniejsze rzeczy...
Ja wiem, że trzeba być rozsądnym i mieć jakąś gradację tego co jest ważne a co jest złudne, patrzeć w przyszłość (jak w przypadku dochowania się dzieci - lepiej zostawić i uświadomić im prawdę o świecie i nas samych czy zostać i udawać przed samym sobą?). To trudne sprawy i każdy myśli, że trzeba postępować po ludzku - ale to nie jest łatwe! Jest tyle pytań na które nie znam odpowiedzi - a nie zwykłem wariacko ryzykować, czy działać bez przemyślenia. WSZYSTKO muszę mieć najpierw przemyślane.
Zauważyłem, że z czasem najbardziej zacząłem obawiać się samotności - nie jestem może towarzyski i straszny gbur ze mnie - lubię spędzać czas sam - ale ma się to nijak do samotności w życiu, takiej na długie lata. Tego bym z pewnością nie zniósł. I boję się tego... Zaryzykowałbym stwierdzenie, że ludzie którzy świadomie mówią, że lepiej im samym ze sobą są: albo za młodzi żeby to pojąć, albo za głupi albo emocjonalnie upośledzeni (ze skrzywieniem społecznym w parze). Widziałem nawet kilka takich blogów... - opuściłem je czym prędzej... Jakoś dziwnie mi było je czytać. Myślę, że każdy w końcu dojdzie do wniosku że świat jest do dupy, jeśli nie będzie miał mu nikt zrobić przysłowiowej jebanej herbaty wieczorem. Wszystko czym wypełniamy sobie czas jest nic nie warte jeśli nie kryje się za tym drugi człowiek. I nie może to być przechodzień/znajomy czy tym podobna ulotna część naszego życia.
Jak mówisz o tylu zmianach w swoim życiu - przeprowadzki, itd... myślę sobie że może po prostu natknęłaś się wtedy na samych "znajomych"? Ja też nie miałbym ochoty na mieszkanie ze "znajomymi" (nie - nie wytapetowałbym im mieszkania tak jak Ty :))) ). Może nie każdy rozumie, że obietnica zajebistego seksu to nie jest to, co utrzyma nas przy życiu!? Wszystko się przecież kiedyś kończy. Seks też.
A na samym "końcu nas" jest tylko ta pierdolona herbata - zrobiona z uśmiechem.