czwartek, 28 lutego 2008

Chwilę o kolorach

Postanowiłem wspomnieć krótko o kolorach, bo... zobaczyłem SIEBIE na YouTube!! Grzebiąc w przepastnych czeluściach w poszukiwaniu tego co zawsze dziwnym trafem tylko Allpha odnajduje, oniemiałem przez chwilę - ale to jak fotografia z albumu, który leży w szafie w domu rodzinnym. Nie - nikt nie nagrał Maria w dwuznacznej sytuacji i nie opublikował złośliwie... Ale kiedy Phil Collins śpiewa piękny cover Cyndi Lauper "TrueColours" to pokazuje, kogoś kogo widziałem 25 lat temu...:

Zdjęcie jest "przejaskrawione czernią" - czerń w oczach i włosach... to do mnie nie pasuje, ale poza tym - dziwne uczucie (!!!) - jakbym patrzył na siebie z ekranu z miną: "Zobacz idioto, gdzie jesteś, a gdzie chciałeś być. Chciałoby się wrócić, prawda? Zobacz jak zjebałeś różne rzeczy..."
Dobrze, że ja tak na mnie patrzę tylko przez krótką chwilę. Bo piosenka jest... optymistyczna:

Hey, you - with the sad eyes Don't be discouraged - though I realize it's hard to take courage In a world full of people you can lose sight of it all And the darkness inside you makes you feel so small

But I see your true colors shining through I see your true colors and that's why I love you So don't be afraid to let them show - your true colours... True colours are beautiful, like a rainbow Show me a smile then, don't be unhappy
I can't remember
when I last saw you laughing... If this world makes you crazy and you've taken all you can bear Just call me up... because you know I'll be there...

*** Hej Ty - ze smutnymi oczami Nie daj się złamać - ja wiem, że trudno zebrać się na odwagę W świecie, gdzie łatwo się zatracić... A i ciemność w Tobie powoduje, że czujesz się taki mały... Ale ja widzę Twoje prawdziwe kolory - jak lśnią Widzę Twoje prawdziwe kolory - dlatego Cię kocham Więc nie bój się ich pokazać - Twoich prawdziwych kolorów Prawdziwe kolory są piękne - jak tęcza... Więc pokaż jak się uśmiechasz - nie bądź nieszczęśliwy Nie pamiętam już, kiedy się ostatnio śmiałeś... Jeśli świat doprowadza Cię do szaleństwa i wydaje Ci się, że przyjąłeś już wszystko, co byłeś w stanie znieść... po prostu zadzwoń - wiesz, że będę dla Ciebie...

I już...

wtorek, 26 lutego 2008

Po ilości korkociągów w domu poznacie ich...

Ludzie znoszą człowiekowi, niewątpliwie często szczerze, acz i nierzadko na "odwal się" - różne rzeczy na różne okazje. Podsumowując - na urodziny dostałem:

  • jak zwykle miłe telefony od rodziców - ojciec (jak zwykle) ograniczył się do sms-a (przez co nie daje do zrozumienia, że nie jestem warty telefonu, tylko że coraz lepiej radzi sobie z techniką naszych czasów i wielkimi palcami utrafia w pieprzone małe klawiszki Ericssona);
  • całe stado sentymentalnych sms-ów... Stado?? Cały pieprzony tabun, watahę, kompanię: nieba, gwiazd, śmierci, radości przy umieraniu i cały tartak "grobowych desek"; Żartownisie...
  • jedno przemiłe Happy Birthday;
  • jedno "Wszystkiego Najlepszego Mario - banalnie ale szczerze!";
  • majtki (a niech będzie - nawet fajne);
  • ciapy (ciapy?????????????????? kuuuuurwa...);
  • myszkę Bluetooth do laptoka;
  • czekoladę ("oddałem" komuś...);

    dolewkę "czystej" do kawy z mlekiem wieczorem (wiadomo od kogo).
Z kronikarskiego obowiązku pozwolę sobie również zacytować rozmowę z ulubioną siostrą cioteczną (X lat starsza ode mnie - po "kryzysie wieku średniego") - poprawia mi humor, bo uwielbiam nasze pszennoburaczane rozmowy - mając na względzie jej i moje lingwistyczne wykształcenie - a już szczególnie te o "kochankach"! Taak - lubimy sobie podogryzać...:

E*** 21:06:33

przychodzi facet do biura podróży i chce wykupić wycieczkę, ale:
1. boi sie latać samolotem
2. boi sie jeździć pociagiem i autobusem też
wiec pracownik mu mowi- a interesuje pana pieszy wypoczynek z seksem??
facet - tak oczywiście
pracownik - to idź pan w pizdu :P

miłego wieczorku:)

Mario 21:08:40

hhhhhhhhhhhhhhhhhhhhehehehe

E*** 21:08:56

o ktyjaku:P

E*** 21:09:01

*kryjaku

Mario 21:09:14

hidden and dangerous :)

E*** 21:09:44

co??????????????/

Mario 21:10:22

no jak Chuck kurwa mac Norris, jak Tommy Lee Jones w Ściganym, jak komisarz Ryba - ukryty i niebezpieczny ;)

E*** 21:10:36

aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa - ja blondynka:P

Mario 21:10:50

dzis skonczylem 34 lata - jako ulubiona siostra możesz mi złożyć najserdeczniejsze życzenia żebym się nie zapił - czego niniejszym uporczywie się domagam

Mario 21:11:15

tylko mi tu nie mów - oooo 34 - jak to było daaaaaaaaawno

E*** 21:11:30

ło matko bosko z którego bądź kościoła!!

E*** 21:11:37

masz dzis urodziny??

Mario 21:11:53

no tak wzieło wyjszło :)

E*** 21:12:02

STTTTTTTTTOOOOOOOOO LATTTTTTTTTT z dobrymi alkoholami w takiej ilości, cobyś sie nie zapił :P

Mario 21:12:09

heheheh

E*** 21:12:53

to co ty przed kompem robisz szalony i przystojny 34 latku??

Mario 21:13:05

dziękujsja - i wznosze toast za dobrze-mi-życzących

Mario 21:13:20

no jak? siedzę!

E*** 21:13:45

i nigdzie nie wyruszyłes??

Mario 21:14:08

w tym wieku to tylko do kibla i z powrotem się chodzi, a czasem to nawet już sie nie wraca :)

Mario 21:14:10

kuuurwa dostałem same sentymentalne sms-y dziś

E*** 21:14:39

a ja nic nie wiedziałam

E*** 21:14:48

kurwa dupa nie siostra ze mnie :P

Mario 21:15:27

spokojnie - rozgrzeszam nieświadomych

E*** 21:15:55

uffffffffffffffff - bo balam sie juz z kim bede wirtualnie pila

Mario 21:16:27

no ale obczajasz? 1 Wszystkiego Najlepszego - a tak to same jakies o umieraniu i gwiazdach na niebie :)

E*** 21:16:53

jak o umieraniu - to od żonki :P

Mario 21:17:06

a skąd wiedziałaś?? :))

Mario 21:17:18

quim penis aquam turbit? ty tez tak miałaś??

E*** 21:17:27

co????????????????

E*** 21:17:34

mów do mnie w naszym jezyku

Mario 21:17:41

no to łacina taka specjalna!! ki chuj wodę mąci!

E*** 21:18:03

aaaaaaaaaaaaaaa

E*** 21:18:22

ja tak nie miałam - po prostu strzeliłam ze od niej:P

Mario 21:18:55

no i trafiłaś

(***)

E*** 21:22:29

a ja sobie walne na urodzinki opisik „piekna czterdziestoletnia” i długoooooooooooo zostawię

Mario 21:23:17

a jeszcze dobre dostałem!

E*** 21:23:27

jakie??

Mario 21:23:28

jedna koleżanka miała dla mnie dziś opis na gg

E*** 21:23:33

ale młoda i piękna chociaż ta koleżanka?? :))

Mario 21:23:56

no a jak? ja sie nie koleguje z brzydkimi :) ale słuchaj - szczęścia, zdrowia pomyślności i murzyna pod prysznicem

E*** 21:24:03

dobre dobre!! ;P a jaki ode mnie chcesz spóźniony prezent??

Mario 21:24:44

od ciebie? napijesz się ze mną niedługo

E*** 21:25:07

no ale prezent chce kupić!! korkociąg masz??

Mario 21:25:38

ooo - korkociągów ci u mnie dostatek! przecież to podstawowe wyposażenie 34-latka! poza otwieraczem...

E*** 21:25:47

no tak:)

E*** 21:25:56

a ja złamałam mój dobry

E*** 21:26:04

ale i tak wolalabym kochanka ;)

Mario 21:26:17

ty

Mario 21:26:25

to ja ci odstąpię chętnie tego murzyna

E*** 21:26:32

oooo - ok:)

Mario 21:26:37

ok :)

E*** 21:26:40

to co chcesz 34 latku??

Mario 21:27:42

jak zwykle - szczęścia w życiu i pokoju na świecie :)

E*** 21:27:58

no dobra sama cos wymyślę

Mario 21:28:06

majtki ciapy i czekolade juz dostałem - wybacz :)

E*** 21:28:08

bedzie z opóźnieniem ale wymyślę

E*** 21:28:40

ciapy????

E*** 21:28:47

eh któż był tak kreatywny??

(***)

E*** 21:31:19

a majtki chociaż seksowne??

Mario 21:31:46

boxerki

Mario 21:31:55

ja wiem czy seksowne...??

E*** 21:31:57

mmmmmmmmmmmmm… bokserki…

Mario 21:32:15

znaczy dobre takie? git?

E*** 21:32:25

nio

Mario 21:33:00

no to dobrze :) ni ma sie przed kim prezentować co prawda - ale będę żył świadomością szczęścia ich posiadania!

E*** 21:33:38

to tak jak ja noszę stringi! :P

Mario 21:34:01

heheh - ty - no to możemy sie zamieniać, a i tak nikt poza nami nie zauważy!

E*** 21:34:52


A potem jeszcze dostałem od niej sms-a z życzeniami. I znowu "sentymentalny"!!! Niech ją... choć z małym ładunkiem humoru. No ale musiałem sobie dolać czegoś do wystygłej kawy... Jak tu żyć w trzeźwości?? :)

poniedziałek, 25 lutego 2008

Prawa Murphy'ego

- Co chcesz na urodziny?

(mam ochotę naulubiony tekst, który rzucam zawsze w odpowiedzi na takie pytania: Niczego minie trzeba – pragnę tylko szczęścia w życiu i pokoju na świecie…*cyt. z filmupt. Sneakers)

- Chyba nic mi nie trzeba. Niczego nie kupuj. I tak niebardzo mamy kasę teraz…

(rzeczywiście byłotrochę „nieprzewidzianych wydatków”… jak zawsze zresztą, ale osiągnięcie pełnejpłynności finansowej mogłoby być jeszcze gorsze – trochę mnie nawet przeraża,więc może lepiej niech tak zostanie… - zresztą zmusiłby mnie do okazaniawdzięczności, która teraz wyglądałaby… śmiesznie?)

Faktycznie – za chwilę mam urodziny. I kiedy o tym myślę –jak u każdego – przychodzi króciutka chwila zastanowienia. Czasem to tylkomoment, 1 sekunda, a czasem przeciąga się do całej godziny rozmyślań zupełniebezproduktywnych. Bo co można wyprodukować z myślenia o przeszłości poza wielkimsmrodem przeplatanym chwilami szczęścia? Jak w piosenkach R. Riedla. Szedłemswoją drogą i napotykałem na różne rzeczy – i wtedy okazywało się, że doświadczenieto coś, co zdobywasz tuż po chwili, w której go potrzebowałeś. Z całej grupy różnych prawd ta prawda jestświęta, bo najczęściej się sprawdza. Jak trafny komentarz, jak alternatywa doprzysłowia „mądry Polak po szkodzie”. A że jestem generalnie „myślicielem” (niemylić z „wymyślicielem”), więc jak zawsze katowałem się masochistyczną analiząwszystkiego, co miało miejsce, mogło mieć miejsce lub powinno było miećmiejsce. Ale to zwykle było rozmyślanie w sensie literalnym – bo przecież realnei słuszne wnioski są zwykle najbliżej – ale nieee, trzeba się pozastanawiać dlaczegotak, a nie inaczej, dlaczego mam pod górę a nie z góry, a czy to było słusznewystarczająco bo może trzeba było postąpić słuszniej, albo słuszniej niżnajsłuszniej, żeby mieć pełny spokój sumienia. Aż następowało zmęczenie – i chcącnie chcąc, trzeba było dojść do jakiegoś wniosku. No i okazuje się, że wniosekto po prostu punkt, w którym nie masz już siły dalej myśleć. I tak właśnie,w tzw. międzyczasie pomiędzy pracą, myśleniem, a rozwiązywaniem problemów (wdużej mierze nie swoich), udało mi się spieprzyć parę spraw. No a wiadomo – podnaciskiem, wszystko się pogarsza. Poza tym - jeżeli uczynisz komuśprzysługę, to jesteś od zaraz trwale za to odpowiedzialny. To chyba nawetten od „Małego Księcia” wymyślił… A ja nie umiałem „zaprzestać”niektórych rzeczy, choć powinienem był skupić na czym innym, na KIMŚ innym. Wmyśl powiedzenia: Nic na siłę – wszystko młotkiem. Ale doznałem „przemianymaterii” i starałem się strawić nieprzyjemny los. Wziąłem pigułki z dużązawartością alkoholu w ekstrakcie. Przeklinając konwenanse i starając się żyćnon-konformistycznie (mimo zupełnie innej natury), narażając się na złe opinierodziny i otoczenia próbowałem przebrnąć przez zawiłość własnej natury. Ale niejasnośćjest wielkością niezmienną. Żadne dobre chęci nie rozjaśnią mgły, nawet jaksobie pomagasz rękami. Próbując odnaleźć siebie wśród własnych myśli obudziłemsię nagle i oznajmiłem sam sobie: wszystko ulega rozkładowi w najmniejodpowiednim momencie. A jak już zaczyna śmierdzieć, to ja – zamiast wziąćsię w garść - zaczynam przyjmować to, co przynosi życie. Omijam padlinępodskokiem i… wmawiam sobie, że prawdopodobieństwo wydarzenia jest odwrotnieproporcjonalne do życzenia. I że to „bozia” macha do mnie i mówi: tak bywa,jak jesteś mężczyzną, to żyj jak mężczyzna – przyjmuj życie takie, jakie jest,zachowując sumienie, czyste intencje i sprawiedliwość. Alleluja – woda na mójjebany młyn. Wniosek stulecia - nadlatująca salwa zawsze ma pierwszeństwoprzejazdu. I należy się przed nią pochylić, żeby nie urwało łba. Cóż więcrobię – odpoczywam po WIELKIM zmęczeniu. Z nieukrywaną przyjemnością. Zrzucam zgłowy całą walkę idąc na łatwiznę, czyli dając sobie spokój. I co najbardziejniezwykłe – „otoczenie” mnie wspiera! Słyszę jak szepczą: „Głupi byłeś – po choleręci to było. Na co ty poleciałeś? Trzeba było słuchać rodziny. Wiedzieliśmy, żetak będzie…” Kurwa, mądrości… Czy to ja nie słuchałem wcześniej czy oni się wszyscycieszą, że mi coś nie wyszło? Bo najwięcej zawsze dostajesz tego, czegoakurat najmniej potrzebujesz. Dałem nie to, co trzeba, a teraz dostaję to,czego nie chcę. Jakby na to nie patrzeć – trochę przykro tego słuchać, bo niewiem na kim się zawiodłem. Wychodzi na to, że na samym sobie. Poza tym - jak tu zachować zdrowie umysłowe? Kto jestchory, a kto ma rację?

Mam wrażenie, żedochodzę do wniosków. Nabieram pewności siebie. Jeśli coś się wydarza, toznaczy, że jest to możliwe. Zatem w walce między tobą, a światem, stań po stronieświata.

Alleluja! Staję.

środa, 20 lutego 2008

"Drżenie" i stary człowiek

(ewentualnie przytoczone wypowiedzi są tylko relacją z pamięci – więc to nie stenogram - ale sens i przekaz pozostaje niezmienny - dokładne słowa zapisały się w archiwum gg 30 kilometrów stąd)

Czuję się psychicznie trochę stary.
Tak zupełnie bez podtekstów – najzwyczajniej w świecie. Doszedłem do tego,kiedy zauważyłem, że w zasadzie nic mnie już nie rusza, jeśli chodzi o wszelkie kłopoty "życiowe" – kredyty na głowie, urzędy czyhające na potknięcie, zawsze "coś" do załatwienia… Nie jest to już nic wielkiego– takie tam, zwykłe sprawy, których czasem jest więcej niż zwykle i czasem są trudniejsze niż "ustawa przewiduje". Nie zjadłem wszystkich rozumów, ale mam w sobie spokój.

Czuję się psychicznie doświadczony.
Przeżywanie wydarzeń i różnych rzeczy staje się wrażeniem coraz bardziej powszednim. Człowiek z wiekiem nabywa coraz więcej "śmiałości" i wyzbywa się infantylnej "nagości". Trochę jak przystosowanie do życia we współczesnym społeczeństwie, trochę jak "człowiek swoich czasów"...

Czuję się zmęczony.
Odpuściłem wiele rzeczy. Całą walkę. Przyjmuję to, co mnie spotyka.

Czuję się...
Rozmawiałem z Nią na luzie. O różnych rzeczach – o muzyce w Radio Polska Stacja i kanale Eden, którego oboje słuchaliśmy, o stacji benzynowej i tic-tac’ach, które chciałem tam kupować i o charakterze ludzkim - a nadzień-dobry dostałem stary przebój Kitaro i fotkę z DigiArt’u i ucieszyłem się, bo było mi najnormalniej w świecie miło. I rozmowa płynęła, aż niepostrzeżenie wylała się na pole, na którym człowiek znów robi się smutny i ma dziwną minę – tak jest zawsze, kiedy nosi się w sobie żal, albo żałość, albo poczucie niespełnienia i beznadziei patrząc w przyszłość… Ktoś zawracał mi głowę – byłem zniecierpliwiony telefonami i chciałem zapomnieć o wszystkim dookoła, żeby mieć spokój.Żeby poczuć chwilę ulgi, którą od Niej dostaję. Myślałem, że to nic niezwykłego. Ale czułem, że coś we mnie wzbiera. I oczywiście wystraszyłem się, że ktoś wejdzie i zobaczy moją twarz. I zapytała zupełnie niespodziewanie: ta druga część zdania- potrafi być KIMŚ dla kogoś.... czy ty chciałbyś być kimś dla mnie? Coś mnie wtedy strasznie ukłuło w środku… Od razu dopadł mnie żal. Nie miałem pojęcia co napisać, więc napisałem pierwszą rzecz, jaką odczułem: bardzo bym chciał być KIMŚ dla Ciebie. bo rozumiem Cię - a dzięki temu tworzy się COŚ - tak powstają, przyjaźnie, miłości, różne rzeczy wiążące ludzi ze sobą. (...) Teraz... masz racje - nie wiem kim chciałbym być - ale coś mnie "ciągnie" do Ciebie - myślę o Tobie jak jadę do pracy, jak jestem w pracy, jak jestem domu hm... generalnie dużo myślę. Odpisała: ja też.... cholernie mi smutno, więc chyba ucieknę, przepraszam. Zadrżało mi serce i coś mi się w środku zagotowało. Poczułem ucisk w gardle, którego unikałem jak ognia, zalewając go wieczornym alkoholem. Napisałem szybko: teraz Mario uda, że musi natychmiast zrobić coś bardzo ważnego i pójdzie gdzieś, żeby ochłonąć – ale zaraz wróci... Odpisała: Dobrze. *** zrobi to samo.... Z przedziwnym uczuciem łomoczącego serca wyszedłem szybko do łazienki i umyłem twarz. Po wytarciu ręcznikiem nic nie będzie widać. Dla pewności wyszedłem jeszcze zapalić…
Niewiele zdziałałem do wieczora –przesiedziałem gapiąc się w monitory, przewijając muzykę w kółko i udając przed samym sobą zaangażowanie w "bardzo ważne sprawy"pojawiające się czasem na mailach. Pomyślałem, że wrócę do domu,posprzątam w kuchni, pomogę synowi w lekcjach i może wtedy zapomnę o wszystkim. Ale jazda samochodem nocą, i myślenie o Niej, i Craig Armstrong z This Love w słuchawkach w kółko i w kółko i w kółko znowu mnie "sprowadził" – znowu złapałem się na myśli, że jednak nie, nie chce mi się wracać do domu i ciekawe, co Ona o tym teraz myśli. I złapałem się na płaczu…
Nie wiem co powiedzieć. Niektórych rzeczy się nie komentuje. Będę walczył ze sobą jutro rano, żeby nie skasować tego posta.

poniedziałek, 18 lutego 2008

Pozytywnie o pesymistach

Chcąc - nie chcąc - koleżanka Allpha jednak osiągnęła cel rzucając hasło: Napiszcie coś pozytywnego o sobie - bez ściemy - żadnych płaczów - samo wychwalanie siebie. Podobno ma przyjść tu z wiaderkiem, żeby po tej słodyczy móc sobie ulżyć i nie nabrudzić. Nie zdążyłem co prawda z terminem, ale - Allpha też nie (!!!) - mam nadzieję, że jednak weźmie udział w konkursie, który sama wymyśliła. Też nie miałem zamiaru nic pisać, bo rzeczywiście - nadmiar pozytywnej myśli spowodowałby, że i mnie przydałoby się wiaderko. No, a poza tym - jak tu pić, jeśli szuka się dobrych stron - jedno drugiemu w naturalny sposób nie sprzyja. No ale ktoś - nie wiedząc nawet o tym - "pogroził mi" palcem, więc.. Wezmę wiaderko.

1. Mam fajną fruzyrę.
Hahaha (zaśmiała się Calvinia). A tak. Jest fajna - NIGDY nie jestem rozczochrany. NIGDY się nie czeszę. Lata noszenia długich włosów zrobiły swoje - czuję się wolny, a producenci szamponów nie zbiją na mnie fortuny. Nie - nie jestem łysy. Pozostały mi resztki "godności" :)

2. Jestem szybki.
Jak komisarz Ryba w Kilerze. Jak Tommy Lee Jones w Ściganym. Szczególnie rano - kiedy zaśpię. Ale nadaję się na kochanka - błyskawicznie się ubieram. Nikt nie znajdzie mnie nagiego w szafie i nie spytam z głupią miną: Dzień dobry. Czy zastałem Jolkę? Bo już dawno będę daleko. Jak Szybki Lopez... (ulubiony dowcip: Szybki Lopez kocha się z mężatką. Nagle pukanie do drzwi. Szybki Lopez błyskawicznie ubiera się i czmycha przez okno. Mężatka przerażona otwiera drzwi, patrzy... a tam Szybki Lopez)

3. Jestem uczciwy.
To poważne. Uczciwość jest dla mnie bardzo ważną cnotą (nie taką malutką cnotką, którą się czasem chowa do kieszeni, kiedy sytuacja jest niewygodna). Pewnie dlatego nigdy nie zostanę milionerem :) Uczciwi lepiej sypiają (jeśli zasypiają na trzeźwo). Uczciwi czują się ze sobą lepiej. Uczciwi nie mają sobie nic do zarzucenia na polu fair-playground.

(tu Allpha powoli sięga po wiaderko, Mario udaje, że jest twardy)

4. Jestem sprawiedliwy.
Jak cholera. Wymagam tego strasznie - szczególnie od syna. Takie zboczenie - ale ktoś musi pokazywać drogę, która nie skrzywia osobowości, nie przechyla na boki. Chwalę za dobre uczynki - karcę za błędy. Tradycjonalista świecki.

5. Bywam gentlemanem.
Zawsze się staram. Ale różnie to bywa. Krótko mówiąć: siedzę w autobusie. Wchodzi "matrona". Niecałe 50 lat tak na oko. Myślę sobie - nie wstanę, żeby ustąpić miejsca, bo się kobita obrazi (już tak miałem kiedyś - naprawdę). No to siedzę - ale słyszę, że mówi: Żadnych gentlemanów... Wypada odrzec: Gentlemani są, tylko wolnych miejsc nie ma... Siedzę dalej.

6. Jestem szczery.
Ooooo - czuły punkt. Szczególnie, jak już raz ktoś cię parszywie oszukał. Szczególnie ktoś bliski. Kolejne zboczenie. Przybiera formę obsesji. Ale pozytywnie oddziałuje na poziom asertywności, której mi brakowało. Jeśli jesteś ładna, zapewne ci to powiem. Jeśli uważam, że jesteś brzydka - nie powiem wprost (patrz pkt 5), ale będę omijał temat urody fizycznej. Jeśli jesteś durna - z pewnością powiem ci, że PIERDOLISZ BZDURY (patrz pkt 5).

7. Jestem "myślący".
Wszystko wielokrotnie analizuję, by uniknąć wpadki. Brak spontaniczności nadrabiam małą ilością błędów. No chyba, że się "wkurwię". Wtedy... Nie chcecie wiedzieć, co wtedy. Ale zauważyłem, że to przez brak cierpliwości, który ostatnio mnie dopadł. Ma to aspekt pozytywny, ale nie będę się nad tym rozwodził (rozwodził - fajne słowo :))) - dobra! pozytywnie miało być!!)

(Allpha widząc jak się męczę odstawia wiaderko na bezpieczną odległość - myśli sobie: polegnie chłopaczyna)

8. Jestem empatą.
Oddam cały swój czas, żeby cię pocieszyć, jeśli jest ci źle, a ty zwrócisz się do mnie. Nawet jeśli właśnie mam okazję dobić fantastycznego "targu" - odłożę telefon i będę udawał, że nie ma mnie w biurze - po to, żeby móc cię wysłuchać. Opowiesz mi, co złego cię spotkało - a ja będę chciał ci to wynagrodzić.

(zaniepokojeni czytelnicy kręcą się na krzesełkach - niektórzy zaczynają patrzeć na wiaderko koło Allphy nieco tęsknym wzrokiem...)

9. Umiem się poświęcić bezinteresownie.
Jeśli poczuję, że kocham - oddam za ciebie życie.

(nie wytrzymali...)

***

Chryste Panie - chyba padło mi na mózg, że napisałem takiego posta i te wszystkie rzeczy. Bo to jest tak, że mówienie o tym odbiera temu wszystkiemu wiarygodność. A to już staje się irytujące patrząc na to w perspektywie punktu 6.
A może to przez brak alkoholu we krwi?
Może ktoś ogłosi jakiś zdrowszy konkurs? Taki mniej "gastryczny"..?

piątek, 15 lutego 2008

Walentynka dla tapety na desktopie

Cały dzień Song to the Siren (This Mortal Coil) snuło mi się po ścianach biura. Wpełzło potem za mną do samochodu i teraz czai się za fotelem. Włączcie sobie… - http://pl.youtube.com/watch?v=tuxYIUsKDx0– żeby pojąć w czym rzecz. Walentynki są okazją o której wszyscy piszą,a jak nie piszą, to wspominają, że dziś „są”, a jak nie wspominają, towiedzą, że dziś są… I mnie – starego „pryka” też dopadły. Klasycznie –jak w „arii na strunie G” Bacha, jak u Allphy, która napisała na blogu:ale tak poważnie ... dziś mamy SZANSĘ... na łaskawość jeżeli ktoś popadł w odepchnięcie w otchłań...czeluści zimnego prześcieradła , procentów alkoholowych iinternetowych znajomości .. coż za dyrdymały...
Może i dyrdymały. Ale to trochę taka szansa. Nie każdy ją wykorzystuje– nie każdy chce wykorzystać. 14 lutego to nie tylko ŚwiętoLicealistów, jak sam zwykłem mówić. Walenty jest też patronemzmęczonych i zblazowanych, bo ci właśnie chętnie czczą jego święto. Niewypada nie pisać o Walentynkach – szczególny dzień, więc i ja napiszę.

Oto Walentynki wg Maria:
7.38
Kurwa zaspałem. Kurwa nie znoszę tego. Nie zdążę zawieźć syna doszkoły, nie zdąży się ubrać i zjeść śniadania, nie znoszęspóźnialskich, a sam się spóźniam. To będzie niedobry dzień…
8.03
Zdążyłem. Nie spóźnił się. Ja oczywiście nieogolony i bez porannej kawy– ee tam, i tak nie planuję oficjalnych spotkań, gdzie wypada być„panem ładnym”. 4 papierosy po drodze do biura i ponad 170 km/h naprostej – lubię jeździć w rytm muzyki z K-Pax… a potem piszą owariatach na drodze…
8.20
Wreszcie w pracy. Nie będzie dziś „sajgonu” – żadnych wycieczek pomieście, żadnego załatwiania cholera wie czego… Odchylam sięmaksymalnie w fotelu i mam ochotę tak pozostać, bo włączam Song to theSiren.
Song to the Siren włóczy się za mną. Cały pierdolony dzień. Mówi do mnie w kółko:

Na bezkształtnych oceanach pływając uczyniłem wszystko, by dziś się uśmiechnąć… Aż Twoje rozśpiewane oczy i palce naszkicowały miłość w Twoich oczach… I zaśpiewałaś: Płyń do mnie, płyń do mnie, pozwól, bym Cię rozwinęła… Oto jestem - jestem, by Cię trzymać. Czy miałem sen, że śniłaś o mnie? Gdzie byłaś, gdy rozwinąłem żagle? A teraz, moja ogłupiała łódź przechyla się, złamana miłość rozbiła się o Twoje skały Bo zaśpiewałaś: Nie dotykaj mnie, nie dotykaj – wróć jutro. Ach moje serce, moje serce chowa się więc przed smutkiem… Zagubiłem się jak małe dziecko, zagadką stało się wszystko - jak czas uderzenia kolejnej fali. Czy mam stanąć pomiędzy wzgardzonymi? Czy paść martwym, moja narzeczono? Posłuchaj, jak śpiewam: Płyń do mnie, płyń do mnie – pozwól bym Cię rozwinął. Oto jestem – jestem, by Cię trzymać…

I tak już zostaje do wieczora – chwile rozmowy i krótkich komentarzypoprawiają samopoczucie, ale nie permanentnie. Song to the Sirenzatacza coraz mniejsze koła.
Żona pisze:
- O której będziesz? Chcę dziś wyjść. - Nie wiem. Koło 18.00 wyjadę.
Rozpieprzony umysł i rozpieprzone urządzenie do kodowania w firmie,które udaję, że pomagam złożyć do kupy (choć nie mam o tym pieprzonegopojęcia – ale wypada się zainteresować) – i Song to the Siren, którekatuje mnie jak… Pcham wtyczkę programatora z miną idioty w układscalony, kiedy dzwoni telefon, który podnoszę do ucha odruchowo - anaciskając przycisk otwarcia klapki i odebrania rozmowy, kątem okazauważam wyświetlonego rozmówcę… O kurwa – nie jestem „przygotowany”!!!

Uciekłem szybko do innego pokoju. Chciałem z Nią pogadać, ale – jaknastolatek – trochę się obawiałem, bo ciężko wydusić z siebie cośmądrego, kiedy ma się taki debilny nastrój i… Oczywiście jedyną mądrąrzeczą, jaką jestem w stanie zrobić w tych okolicznościach to głupawyśmiech.. Wchodzi wspólnik, którego wzrokiem informuję jednoznacznie:Wypier… - a ten opuszcza biuro z przerażoną miną… Położyłem w rozmowiewielu „zawodowych” oponentów – ale chyba z 10 lat nikt nie dzwonił domnie, żeby mi powiedzieć: Hej – to ja… Pewnie dlatego „poległem”. Ale odbierzesz, jak zadzwonię, prawda..?

Długo o tym myślałem… o różnych rzeczach. Zostałem sam z synem w domu,posprzątałem „syf” w kuchni, którego nie znoszę, zmyłem stertę naczyń iz poczuciem spełnienia i lepszego nastroju zasiadłem do instalacjiUnreal III dla syna… Ale różne dziwne myśli nie opuszczały mojej głowy,więc otworzyłem „klapkę” laptopa i wzniosłem toast do swojej tapety nadesktopie. Otóż i ona:


Odbijam się w niej co wieczór, rozwodnionym przez późnowieczornyalkohol wzrokiem. Pomyślałem, że to był dzień, jak co dzień. I bardzobym chciał mieszkać sam – tylko z synem. Dla tzw. świętego spokoju.Pomyślałem też, że może napiszę posta – o tym, jak minął mi dzień 14lutego – dzień, o którym nie wypada nie wspomnieć… Chciałbym teżwieczorem zamienić z Nią kilka słów – bo miło mi się z Nią rozmawia. Noale dziś Walentynki – każdy coś tam sobie planuje, więc może lepiejwrócę do myśli o napisaniu posta…

Jednak udało się porozmawiać.
*** 0:00:35 mam nadzieję, że chociaż w małym procencie poprawiłam ci humor
(nie masz pojęcia jak bardzo)
*** 0:00:59 chociażby beznadziejnymi literówkami- muszę zmienić w końcu klawiaturę *** 0:01:13 jesteś bardzo fajnym facetem
(takie odnosisz wrażenie)
Mario 0:01:24 no tak :) nie wiem jak teraz dokończę swojego pesymistycznego posta, którego zacząłem pisać...
Mario 0:01:52
jestem fajny tylko na GG ;)
*** 0:02:11
napisz, że właśnie ktoś ci powiedział że jesteś fajny i to zburzyło twoją całą myśl na dzisiaj wieczór
(heh - podoba mi się Twój pomysł - :) może dzięki temu 14 luty 2008 będzie i dla mnie Dniem Św. Walentego - dziękuję Ci...)

Tak – to Jej wina. To Ona zburzyła moją koncepcję na dzisiejszego późnowieczornego posta… Myślcie sobie, co chcecie.

wtorek, 12 lutego 2008

Minime sunt mutanda, quae interpretationem certam semper habuerunt

Coraz częściej mam wrażenie, że rozmijam się z prawdą o sobie samym. Szukam różnych interpretacji swoich zachowań, a człowiek jest zwykle prostszy niż mu się wydaje. Rządzą nim, i ogólne i przyporządkowane przez dzieciństwo, prawa, do których mu się zdaje, że ma prawo i obowiązki, które jak mu się zdaje, musi spełniać. A cała ta walka wewnętrzna, której się poddaje, jest tylko wyrazem słabości charakteru. Bo tak naprawdę człowiek w pewnym wieku jest już sformułowany przez to, przez co go przeprowadziło, przeciągnęło - bądź przeczołgało - dzieciństwo. A i tak, mając nadzieję, że w innym życiu byłby inny - rozmija się z prawdą - byłby dokładnie taki sam.
Staram się nie rozpatrywać już tak często, kim jestem i dlaczego właśnie nim. Calvinia napisała ostatnio post o wyglądzie. Przeczytałem go dokładnie i obejrzałem "internetowe" propozycje. I zastanawiałem się, którą postacią jestem. Bo którąś jestem choć nie noszę damskich ciuchów. Powstał obraz człowieka, któremu się trochę nie udało i nie może tego przeboleć - ale mijając któregokolwiek czytelnika, czy czytelniczkę, na ulicy - w nieświadomości tego, kto jest kim - czym będę się różnił od blondi z długimi paznokciami, którą chciałem wysłać do fryzjera?? Noszę 4 obrączki - może to jak paznokcie u niej? Uwielbiam gadżety - mam Zippo i płaszcz, w którym chodzę, jakbym nic innego nie miał w szafie. Rzadko się golę, bo mam to w dupie. Nie polubicie mnie, jak mnie spotkacie na ulicy. Nie noszę pęku kluczy przypiętych do spodni, które wkurwiająco dzwonią i dają znać, że oto do sklepu wszedł "swój chłopak". Żartuję ze sprzedawczynią w spożywczaku, bo zawsze z uśmiechem sprzedaje mi alkohol. Idąc z synem po ulicy - wyglądam jak jego wujek. Rano ZAWSZE mam zły humor. Od dwóch miesięcy wieczorami zwykle coś piję - jak nie piję, to myślę o piciu. Jak nie myślę o piciu - to znaczy, że już śpię... I jak tu ze mną wytrzymać? :) Żona twierdzi, że to wina mojej rodziny, bo tak mnie okropnie wychowali i musiała się męczyć "10 jebanych lat" - aż doznała oświecenia. Ja też doznałem. Jest stara paremia prawnicza, która mówi, żeby nie zmieniać czegoś, co zawsze miało jednoznaczną interpretację. Bo się zepsuje. To o mnie.