piątek, 15 lutego 2008

Walentynka dla tapety na desktopie

Cały dzień Song to the Siren (This Mortal Coil) snuło mi się po ścianach biura. Wpełzło potem za mną do samochodu i teraz czai się za fotelem. Włączcie sobie… - http://pl.youtube.com/watch?v=tuxYIUsKDx0– żeby pojąć w czym rzecz. Walentynki są okazją o której wszyscy piszą,a jak nie piszą, to wspominają, że dziś „są”, a jak nie wspominają, towiedzą, że dziś są… I mnie – starego „pryka” też dopadły. Klasycznie –jak w „arii na strunie G” Bacha, jak u Allphy, która napisała na blogu:ale tak poważnie ... dziś mamy SZANSĘ... na łaskawość jeżeli ktoś popadł w odepchnięcie w otchłań...czeluści zimnego prześcieradła , procentów alkoholowych iinternetowych znajomości .. coż za dyrdymały...
Może i dyrdymały. Ale to trochę taka szansa. Nie każdy ją wykorzystuje– nie każdy chce wykorzystać. 14 lutego to nie tylko ŚwiętoLicealistów, jak sam zwykłem mówić. Walenty jest też patronemzmęczonych i zblazowanych, bo ci właśnie chętnie czczą jego święto. Niewypada nie pisać o Walentynkach – szczególny dzień, więc i ja napiszę.

Oto Walentynki wg Maria:
7.38
Kurwa zaspałem. Kurwa nie znoszę tego. Nie zdążę zawieźć syna doszkoły, nie zdąży się ubrać i zjeść śniadania, nie znoszęspóźnialskich, a sam się spóźniam. To będzie niedobry dzień…
8.03
Zdążyłem. Nie spóźnił się. Ja oczywiście nieogolony i bez porannej kawy– ee tam, i tak nie planuję oficjalnych spotkań, gdzie wypada być„panem ładnym”. 4 papierosy po drodze do biura i ponad 170 km/h naprostej – lubię jeździć w rytm muzyki z K-Pax… a potem piszą owariatach na drodze…
8.20
Wreszcie w pracy. Nie będzie dziś „sajgonu” – żadnych wycieczek pomieście, żadnego załatwiania cholera wie czego… Odchylam sięmaksymalnie w fotelu i mam ochotę tak pozostać, bo włączam Song to theSiren.
Song to the Siren włóczy się za mną. Cały pierdolony dzień. Mówi do mnie w kółko:

Na bezkształtnych oceanach pływając uczyniłem wszystko, by dziś się uśmiechnąć… Aż Twoje rozśpiewane oczy i palce naszkicowały miłość w Twoich oczach… I zaśpiewałaś: Płyń do mnie, płyń do mnie, pozwól, bym Cię rozwinęła… Oto jestem - jestem, by Cię trzymać. Czy miałem sen, że śniłaś o mnie? Gdzie byłaś, gdy rozwinąłem żagle? A teraz, moja ogłupiała łódź przechyla się, złamana miłość rozbiła się o Twoje skały Bo zaśpiewałaś: Nie dotykaj mnie, nie dotykaj – wróć jutro. Ach moje serce, moje serce chowa się więc przed smutkiem… Zagubiłem się jak małe dziecko, zagadką stało się wszystko - jak czas uderzenia kolejnej fali. Czy mam stanąć pomiędzy wzgardzonymi? Czy paść martwym, moja narzeczono? Posłuchaj, jak śpiewam: Płyń do mnie, płyń do mnie – pozwól bym Cię rozwinął. Oto jestem – jestem, by Cię trzymać…

I tak już zostaje do wieczora – chwile rozmowy i krótkich komentarzypoprawiają samopoczucie, ale nie permanentnie. Song to the Sirenzatacza coraz mniejsze koła.
Żona pisze:
- O której będziesz? Chcę dziś wyjść. - Nie wiem. Koło 18.00 wyjadę.
Rozpieprzony umysł i rozpieprzone urządzenie do kodowania w firmie,które udaję, że pomagam złożyć do kupy (choć nie mam o tym pieprzonegopojęcia – ale wypada się zainteresować) – i Song to the Siren, którekatuje mnie jak… Pcham wtyczkę programatora z miną idioty w układscalony, kiedy dzwoni telefon, który podnoszę do ucha odruchowo - anaciskając przycisk otwarcia klapki i odebrania rozmowy, kątem okazauważam wyświetlonego rozmówcę… O kurwa – nie jestem „przygotowany”!!!

Uciekłem szybko do innego pokoju. Chciałem z Nią pogadać, ale – jaknastolatek – trochę się obawiałem, bo ciężko wydusić z siebie cośmądrego, kiedy ma się taki debilny nastrój i… Oczywiście jedyną mądrąrzeczą, jaką jestem w stanie zrobić w tych okolicznościach to głupawyśmiech.. Wchodzi wspólnik, którego wzrokiem informuję jednoznacznie:Wypier… - a ten opuszcza biuro z przerażoną miną… Położyłem w rozmowiewielu „zawodowych” oponentów – ale chyba z 10 lat nikt nie dzwonił domnie, żeby mi powiedzieć: Hej – to ja… Pewnie dlatego „poległem”. Ale odbierzesz, jak zadzwonię, prawda..?

Długo o tym myślałem… o różnych rzeczach. Zostałem sam z synem w domu,posprzątałem „syf” w kuchni, którego nie znoszę, zmyłem stertę naczyń iz poczuciem spełnienia i lepszego nastroju zasiadłem do instalacjiUnreal III dla syna… Ale różne dziwne myśli nie opuszczały mojej głowy,więc otworzyłem „klapkę” laptopa i wzniosłem toast do swojej tapety nadesktopie. Otóż i ona:


Odbijam się w niej co wieczór, rozwodnionym przez późnowieczornyalkohol wzrokiem. Pomyślałem, że to był dzień, jak co dzień. I bardzobym chciał mieszkać sam – tylko z synem. Dla tzw. świętego spokoju.Pomyślałem też, że może napiszę posta – o tym, jak minął mi dzień 14lutego – dzień, o którym nie wypada nie wspomnieć… Chciałbym teżwieczorem zamienić z Nią kilka słów – bo miło mi się z Nią rozmawia. Noale dziś Walentynki – każdy coś tam sobie planuje, więc może lepiejwrócę do myśli o napisaniu posta…

Jednak udało się porozmawiać.
*** 0:00:35 mam nadzieję, że chociaż w małym procencie poprawiłam ci humor
(nie masz pojęcia jak bardzo)
*** 0:00:59 chociażby beznadziejnymi literówkami- muszę zmienić w końcu klawiaturę *** 0:01:13 jesteś bardzo fajnym facetem
(takie odnosisz wrażenie)
Mario 0:01:24 no tak :) nie wiem jak teraz dokończę swojego pesymistycznego posta, którego zacząłem pisać...
Mario 0:01:52
jestem fajny tylko na GG ;)
*** 0:02:11
napisz, że właśnie ktoś ci powiedział że jesteś fajny i to zburzyło twoją całą myśl na dzisiaj wieczór
(heh - podoba mi się Twój pomysł - :) może dzięki temu 14 luty 2008 będzie i dla mnie Dniem Św. Walentego - dziękuję Ci...)

Tak – to Jej wina. To Ona zburzyła moją koncepcję na dzisiejszego późnowieczornego posta… Myślcie sobie, co chcecie.