Człowiek czasem się przepełnia. Weźcie sobie szklankę i lejcie do niej cokolwiek aż się napełni i zacznie się wylewać. Tak jest z ludźmi czasem. Tak jak idioci leją do naczynia, z którego się wylewa, tak naczyniom jest z czasem wszystko jedno co się do nich leje - i tak więcej się już nie mieści, więc... niech sobie leci. Tak i ja się przepełniłem - nie patrzę już na wartość rzeczywistości dookoła, bo chyba wolę jej nie widzieć. Wolę jak się odbija ode mnie, a ja patrzę zza szyby z krzywym uśmiechem. Dostaje się co chwilę jakieś "razy" pejczem, ale... kogo to obchodzi? Drwię z nich tylko i wcale już nie bolą. Jakoś zupełnie zdewaluowały się wartości, o które się zwykle walczy - przyszłość, plan na kilka lat w przód. Nawet bezsilność staje się słodka, kiedy człowiek strzeli sobie w żyłę tym co w nim głęboko siedzi - tęsknotą za podstawowymi uczuciami, czasem kawałkiem perwersji i spuszczenia samego siebie z łańcucha obowiązku "muszę, powinienem, wypada, nie należy...". Taka swoista narkomania uczuć, które opanowały mnie zupełnie. Ale - to dziwne - nie pozbawiły chyba zdrowego rozsądku... Albo to tylko moje płonne nadzieje, bo czasem jestem odchylony... A teraz, kiedy wychodzi to ze mnie - czuję się trochę uwolniony - tyle tylko, że otoczenie się obawia kogoś nieobliczalnego...
Lubię "wiedzieć". Lubię mieć wytłumaczone własne uczucia. W imię zasad - bo trzeba mieć zasady. Żeby nie okazało się, że dochodzimy do punktu w którym dorabiamy teorię do porażki. Lubię tłumaczyć i wyjaśniać samemu sobie szczególnie te najdziwniejsze uczucia, te które czasem niepokoją mnie samego. Odkrywają się dość nieoczekiwanie i usilnie staram się dopatrzeć w nich kawałków swojej osobowości. I widzę ją w nich - tylko jakby były gdzieś zmarnowane i zmęczone - zniechęcone schowały się i teraz nagle mają dość i wychodzą - czasem w szaleńczy zupełnie sposób, z siłą, która "nie przystoi".
Widzę, że to wszystko jest trochę tęsknotą za wolnością umysłu z dawnych czasów. Bo przecież mimo zmian dookoła - my z reguły się nie zmieniamy. To dlatego spotykając starych, dawno nie widzianych przyjaciół, rozmawiamy z nimi tak samo jak kiedyś. Nawet czasem o tym samym. Patrzymy im w oczy, które odbijając nasz obraz zwracają go w odmłodnionej postaci. Nie chcę jeszcze być zgorzkniały i umysłowo stary. Przecież mając coś za sobą można jeszcze wiele zdziałać - o wiele skuteczniej niż kiedyś. I zachować podejście do życia z czasów, kiedy miało się 19 - 20 lat. Kiedy tańczyło się każdy taniec - gdzie tylko miało się ochotę. Kiedy siedzieliśmy paląc papierosy na oknie siódmego piętra patrząc w dół i rozmawialiśmy o sensie podejmowania decyzji. Krzyczeliśmy z okien pociągu o 4 rano dojeżdżając do celu. Piliśmy ostro przez 3 dni, a potem leczyliśmy się nawzajem dobrym humorem i chlebem z masłem. Wyrzucaliśmy telewizory przez okna wieżowca. Kiedy kochaliśmy się w łazience na tyłach knajpy. Kiedy kochaliśmy się w bramie. Kiedy tańczyliśmy w bramie.
Chcę z Tobą zatańczyć...
Zatańczmy, mały nieznajomy - pokaż mi skryte grzechy
Miłość jest czasem jak zniewoleniem... - uwiedź mnie kolejny raz
Płonę niczym anioł zwlekający z niebem
Płonę jak kapłan voodoo z diabłem na rękawie
Zatańcz ze mną - w moim świecie fantazji
Zatańcz ze mną - rytualna płodność...
Niczym widziadło, wcale nie wydajesz się prawdziwy
Niczym ostrzeżenie przed klątwami na mej duszy
To, jak chcę Cię kochać, może być wbrew zasadom
Widziałam Cię w tysiącu myślach - sprawiłeś, że padły anioły
Zatańcz ze mną - w moim świecie fantazji
Zatańcz ze mną - rytualna płodność...
Dalej, nieznajomy - to już jedyny, ostatni taniec
Wkrótce muzyka ucichnie... - dajmy jej jeszcze jedną szansę
Zatańcz ze mną - w moim świecie fantazji
Zatańcz ze mną - rytualna płodność...
Zaryzykuj ze mną - w moim świecie fantazji
Zatańcz ze mną - rytualna płodność...
Jezu... - Popatrz na nich... Ja znowu tak chcę! Tak właśnie chcę!
E***
To Ty, J*** i ja...
Mario
Tak :) Arcysłodki klip... Więc... co nas zatrzymuje?
E***
Zmieniliśmy się?
Mario
Nie. Chyba po prostu... zapomnieliśmy, że się nie zmieniliśmy.