sobota, 9 sierpnia 2008

"Przechodnio"

Jeśli nie wiesz kim jest Loreena McKennitt - nie czytaj - znudzisz się.

Samotne sobotnie wieczory mają czasem to do siebie, że nie chce się, żeby były samotne. Strasznie chce się być "gdzieś z kimś". A że nie można więc się gada do bloga. Np. o tym, o czym by się pogadało do kogoś - kogokolwiek. O bzdurach. Pogadam. Będzie mi lepiej. Po to jest blog.

Jest jedna rzecz, którą zrobiłem świadomie wybierając tzw. głos serca, a nieczęsto to robię. Wybrałem studia. Bo chciałem dobrze zrozumieć o czym śpiewają w takich kawałkach, jak ten poniżej. Nie chodzi o rozumienie obcego języka tylko o to, o co naprawdę chodzi w piosenkach. Zabawne, prawda? Wybrałem studia, żeby lepiej rozumieć piosenki.



To jest przykład tego, że gładko brzmiąca melodia porwie każdego. Jest częstym "chwytem" w filmach o Albionie. Sam mam tzw. uczuciowość płytką. Przekłada się to np. na to, że zdarza mi się płakać na filmach podczas, gdy oglądane na żywo nieszczęścia ludzkie nie wzbudzają we mnie łez - jedynie tzw. przeżycia wewnętrzne (cokolwiek by to miało nie być). Zapłakałem, kiedy William Wallace stracił wnętrzności i w ostatniej godzinie patrzył na ducha ukochanej Murron (tego wspaniałego patriotę tak naprawdę powiesili i poćwiartowali a jego głowa została zatknięta na moście londyńskim ku przestrodze - choć faktycznie, podobno wypartoszyli go żywcem).

Jeżeli jakiś wykonawca folkowy bądź nawet rockowy - ale rodem z Albionu - nie wykonuje Bonnie Portmore na koncertach, to znaczy że albo nie umie śpiewać albo nie jest wystarczająco "patriotycznie nastawiony". Tu lepsze wykonanie - klasyka - Loreena McKennitt (dziewczyna, która naprawdę zna się na tym):



Bonnie Portmore wcale nie jest o miłości - to pieśń "ekologiczna" - to stara irlandzka (może raczej zgrabniej jest powiedzieć że celtycka) pieśń lesie dębowym z Portmore, a w szczególności o Wielkim Dębie z Portmore i o wyrębie tegoż w celach budowy łodzi. To było baaardzo dawno temu... Oryginał Bonnie Portmore ma 17 zwrotek, ale któżby je wszystkie śpiewał skoro zwykle jest to teraz tylko ilustracja do ważkich momentów w filmach... Szczególnie szkockich. Chociaż wcale nie grają tego na szkockich dudach tylko irlandzkich, które są cichsze, delikatniejsze i nie są "napędzane" powietrzem z płuc instrumentalisty...

Ale działa jak należy. Jeśli będę wystarczająco pijany i posłucham 3 razy myśląc o tym, co się nie udało - zapłaczę. Przecież mam uczuciowość płytką. Wolno mi.