środa, 10 września 2008

@

Hey You - out there on your own
sitting naked by the phone - would You touch me?

W wirtualności internetu jest tyle prawdy ile kłamstwa. Nie widać, które zgięcie karku jest prawdziwe, a które kryje kłamliwy uśmiech. I który uśmiech to tak naprawdę zgięcie karku. Ale całkiem jak w życiu realnym - wszystko jest kwestią zaufania. Bez zaufania nie ma niczego. I my jesteśmy zupełnie nieprawdziwi - nawet przed samym sobą.
Zauważyłem, że znajomość internetowa potrafi psychicznie wykańczać. Kiedy jest substytutem czegoś - bywa przyjemna, ale kiedy przestaje być wirtualna - wtedy zostaje normalną relacją międzyludzką. I uśmiech przesłany na komunikatorze przestaje pomagać. To za mało. Chcę więcej. Może to "pazerność" na uczucia i ich wyrażanie - jakiekolwiek by nie były. Nawet te negatywne. A może świadomość, że pchanie kutasa gdzie się da, nie zastąpi życia w całości. Nawet jak się uda wepchnąć w tyłek.
Kiedy dzielę chęci przez zamiary wychodzi "1". I nawet nie wiem już, czy to dobrze czy źle. Nie umiem ocenić, bo gdzieś rozsądek się zapodział. Mam nadzieję, że nie siedzi w tym tyłku.