Właściwie wigilia to niekoniecznie dzień. To może być też moment - skupienie przed ważnym dniem. Ja, myślowo - jak większość pewnie ludzkości - zwalniam zawsze tempa im bliżej świąt. Zaczynam w wigilię wigilii wigilii Wigilii Bożego Narodzenia. I zbiera mnie na ewaluację i wspomnienie tego co się przez ten rok wydarzyło lub nie wydarzyło, a co powinno było się wydarzyć tylko jakoś tak nie było mnie stać na tzw. moc sprawczą (bo przecież nie można zrzucać wszystkiego na ten wredny i niesprawiedliwy los). Nie - nie reasumuję roku w Sylwestra - w Sylwestra jestem zwykle podpity/pijany (tak - jestem prostakiem - jeśli w Sylwestra się nie upiję, uznam go za noc zupełnie straconą). Rok był zawodowo bardzo dobry - prawie potroiłem obroty, co mnie cieszy - są też całkiem rozsądne prognozy na rok następny. W ujęciu nie-zawodowym... nastąpiło bardzo wiele przemian we mnie - dopiero w przyszłości zobaczę, co przyniosą. Nie myślę dziś o tym. Myślę o pewnej dziewczynie, za którą tęsknię; o jutrzejszej, bardzo trudnej kolacji w domu rodzinnym. I o życiu w ogóle. I (jak jakiś psychopata) widzę w wyobraźni - dosłownie co chwilę - Heatha Ledgera, ucharakteryzowanego na Jokera pytającego mnie: "Why so serious?!?" No bo w sumie - dlaczego?? Przecież nie ma po co.
Dlatego życzę Wam (blogoczytaczom) NAPRAWDĘ uśmiechniętych świąt. I cytuję znalezioną w sieci Przypowieść Wigilijną, która objaśnia jedną z tajemnic choinkowych. Rozśmieszyła mnie nawet... No bo why so seriuos?
Pewnego Bożego Narodzenia, bardzo dawno temu, Święty Mikołaj przygotowywał się do swojej corocznej podróży. Jednak wszędzie piętrzyły się problemy... Czterech z jego elfów zachorowało, a zastępcy nie produkowali zabawek tak szybko jak elfy, więc Mikołaj zaczął podejrzewać, że może nie zdążyćna Wigilię... Następnie pani Mikołajowa oświadczyła mu, że jej mama ma zamiar wkrótce ich odwiedzić, co bardzo wkur... Mikołaja. Na domiar złego, kiedy poszedł zaprzęgać renifery, okazało się, że trzy z nich są w zaawansowanej ciąży, a dwa inne przeskoczyły przez płot i uciekły w bliżej nieokreślnym kierunku - Bóg jeden wie dokąd. Mikołaj zdenerwował się jeszcze bardziej ... Kiedy zaczął pakować sanie, jedna z płóz złamała się. Worek runął na ziemię, a zabawki rozsypały się dookoła. Zirytowany Mikołaj postanowił wrócić do domu na kawę i szklaneczkę whisky. Kiedy jednak otworzył barek, okazało się, że elfy ukryły cały alkohol i nic nie było do wypicia... Roztrzęsiony Mikołaj upuścił dzbanek do kawy, który roztrzaskał się na kawałeczki na podłodze w kuchni. Poszedł więc po szczotkę, ale okazało się, że myszy zjadły włosie, z którego była zrobiona... I właśnie wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi... Mikołaj poszedł otworzyć. Za drzwiami stał cudny mały aniołek z piękną, wielką choinką. Aniołek radośnie zawołał:
- Wesołych Świąt, Mikołaju! Czyż nie piękny mamy dziś dzień? Przyniosłem dla Ciebie choinkę. Prawda, że jest wspaniała? Gdzie chciałbyś, żebym ją wsadził?...
Stąd wzięła się tradycja aniołka na czubku choinki.
wtorek, 23 grudnia 2008
Wigilia wigilii
Subskrybuj:
Posty (Atom)