sobota, 25 kwietnia 2009

Brzoza

- A kto tam tak wyje w tle?
- Bjork

- Aha :)

- Mała, drobna, rozdarta...

- To coś jak ja!

- Coś jak Ty! Wiesz co - właśnie uświadomiłem sobie, że może właśnie dlatego lubię Bjork...? Bo jest jak Ty?

- No właśnie :))

(Bjork lubiłem duuuuużo wcześniej, nim się poznaliśmy - mówiłaś wtedy na chleb "beb" a na rodziców "dupa"- ale fakt - ZAWSZE kojarzy mi się z Tobą - no i poza tym Bjork jest synonimem pewnego określonego typu kobiety/dziewczyny, który bardzo mi odpowiada - odrzucam zdecydowanie myśl o statecznej matronie bądź mimozie błądzącej we mgle własnego niezdecydowania)

No właśnie - bo ja o pewnych stereotypach chciałem... Biegałem wczoraj "przez internet", żeby w swoim nudnym życiu odnaleźć ludzi równie znudzonych i poczytać o tym, co robią, żeby temu zapobiec i - jak na złość - w zakresie kobiecym np. trafiałem albo na napalonych na rozrywki typu "metody tippingu paznokci" albo "napijmy się wina w samotności" albo "ubierzmy się w koronki i podwiązki"... Co za ironia - ja akurat lubię naturalne paznokcie (długie), wino dla mnie to rodzaj kompotu i zasadniczo go nie pijam, a symbolika koronek i podwiązek jest jakaś... nie wiem... zbyt filmowa i zbyt oczywista - plastikowa i nie ma żadnego zapachu... Trąci lekką tandetą, ale niestety w złym sensie (bo ja akurat jestem fanem tandety :) ) - Andrew Blake'a już od bardzo dawna nie oglądam. Dlatego chcę powiedzieć, że synonimem erotyzmu i tzw. kobiecości nie zawsze bywają "zwykleużywane" atrybuty. Może to kwestia zboczenia, ale osobiście wybieram styl - jakby to określić - słodkodziewczęcokobiecy. Synonimem seksualnym jest kobieta w trampkach i dresach. Synonimem psychologicznym pociągu do płci przeciwnej jest... Bjork :) Kobieta, która ubiera się w sukienkę z "martwego łabędzia", tańczy jak dziecko i z pewnością (sama tak twierdzi) jest osobą przeżywającą średnio 3 załamania nerwowe dziennie. Bjork znaczy "brzoza". Zrywa się tylko na wietrze i tak łatwo ją połamać - trzeba się umieć z takimi obchodzić. Bo brzoza to nie drzewo - to tylko taka roślina i łatwo ją wyrwać. Ale jak przyjemnie czuć ją na sobie...

Oto "brzoza" w najbardziej pociągających mnie momentach:



Myślę sobie, że kobiety powinny pamiętać o tym, że pewne stereotypy niewolą ludzi - tak jak one im ulegają, tak i mężczyźni im ulegają. Czyniąc dzień codziennością. A przecież czasami jest w nas coś innego - nie kuś nikogo szpilkami, jeśli ich nie znosisz - załóż trampki. Nie bądź zjawiskiem paranormalnym - widma są takie ulotne - rzuć "kurwą" jeśli masz ochotę. Żeby wesprzeć mężczyznę nie wystarczy "świadomość ulotności" jako kontrast do "posiadania jaj." Kobieta też musi mieć swoją siłę - nawet jeśli jest zupełnie pozorna i gówno warta, kiedy przychodzi "co do czego". Taka siła polega tylko na tym, że wierzysz w kogoś. Nie trzeba nic robić de facto. Dlatego się uzupełniamy - czasy mordowania jedzenia minęły wieki temu. Dziś jest prościej - dziś wystarczy z uśmiechem powiedzieć "dasz radę bejbe" - i to będzie synonim wręczenia siekiery, którą facet uśmierci mamuta. A potem zjemy go razem na kolację.

A to leciało "w tle":

Uwielbiam sposób, w który śpiewa frazę your building's on fire.
Jakby coś obiecywała. Tyle wystarczy.