Telefon drży o 6.45.
Wyłączam go i pół-świadomie leżę jeszcze. Nie umiem wstawać.
Dzień dobry C***. Czemu tu jestem?
Słyszę telewizję. Ktoś pożera kogoś na Cartoon Network.
Wstaję powoli i wlokę się do kuchni.
Zapalam papierosa.
Wstawiam wodę na kawę.
Robię dziecku płatki na śniadanie i zanoszę do pokoju. Patrzę, jaki jest zaspany, kiedy mówi Dzięki.
Siadam w kuchni z zamkniętymi oczami.
Skupiam się na obolałym biodrze, które zaraz zapomni o tym, że coś się z nim dzieje.
Przecieram oczy dwoma palcami myśląc o tym, żeby cholerny stojący kutas przestał już myśleć o tym, że najprzyjemniejszy z możliwych - poranny - seks nie będzie miał miejsca. Jak w tej komedii, kiedy facet wybiera dziwki: Pani...., i pani...., i pani. A pani nie - i jeszcze długo, długo nie. Faceci są dziwni - impulsy wypływające z mózgu wprost do kutasa są czymś, czego nie da się kontrolować. Pierdolona natura. A kobiety wciąż, od wieków, zadają sobie pytanie: Jak można być takim zwierzęciem? No - przynajmniej większość. A skąd ja kurwa mam wiedzieć? Nie widuję się z Bogiem. Nie miałem okazji zapytać.
Najlepiej jest pójść się umyć. Woda otrzeźwia z letargu.
Robi się późno, a na dworze -15. Trzeba będzie poskrobać szyby.
Poganiam dziecko, które jak zwykle z jedną założoną skarpetką próbuje wtłoczyć sobie wiedzę przyrodniczą.
Fuck - przecież to nie ma sensu - pamięć krótkotrwała ma to do siebie, że jest krótkotrwała. Nim zdejmie kurtkę w szatni, zapomni o czym czytał. Zostaną tylko skrawki. Ale chyba trzeba być studentem, żeby pojąć tą prawdę. Albo dostać pałę, żeby był bodziec do zastanowienia. Bo mądre rady tatusia nie działają.
Chryste, jak zimno - ogrzewanie mi nie wyrabia, czy co?
Na razie - miłego dnia. Nie przejmuj się niczym, co się wydarzy.
Muszę znowu zapalić. Czy mam coś do zrobienia? Czy muszę się spieszyć? Chyba nie. Styczeń to okropnie martwy miesiąc.
Pewnie śpisz, co? Położyłbym się obok Ciebie... Chciałbym zamknąć oczy i wciągnąć w siebie zapach Twoich włosów.
Kurrrwa co za syf - czy wszyscy w tym mieście przyjeżdżają pod szkołę o tej porze co ja? Przecież później już się nie da przyjechać!
Musze szybko stąd zniknąć.
Tak tak paniusiu - zmieszczę się między tobą, a zaparkowanymi. Wytrenuj wyczucie albo kup coś mniejszego niż pierdolony 7-miejscowy autobus. Masz tylko jedno dziecko!
Eric Clapton - Soundtrack z filmu Rush - on mnie ukoi...
Kawa.
Praca.
Kawa.
Praca.
Praca.
Pierdolę to.
Kawa. Kawa kawa kawa kawa. Lubię kawę.
Trzeba zrobić wreszcie remanent i przesunąć XXX PLN na złom. Kolejne XXX PLN będzie zmniejszeniem magazynu w związku ze sprzedażą i w porównaniu z rozrachunkiem wg dokumentów za ubiegły rok wykaże, że zarobiliśmy całe gówno i tkwimy w miejscu. A skoro powstaje gówno - to po co w ogóle zawracać sobie głowę? Lepiej pracować od 8 do 16 i mieć resztę w dupie. Tak moi drodzy parafianie - kryzys to wydarzenie medialne, które - jakimś dziwnym trafem - przekłada się na rzeczywistość finansową. Tylko nikt jakoś nie chce przyznać, że tak jest - i wszyscy się śmieją. Widocznie są idiotami albo udziałowcami Rafinerii Gdańskiej, która mimo kryzysu zarobiła ponad 600 mln złotych. Albo po prostu mają to w dupie. Szkoda, że nie każdy może handlować ropą lub pochodnymi.
Tęsknię za Tobą - wstań już i odezwij się... Zamienimy tylko kilka słów...
Ile można spać?? (hipokryta)
Pojdę zapalić.
Dziś... upiekę kaczkę. A co kurwa. Właściwie to nigdy nie piekłem kaczki, a taki jestem głodny.
Mają chyba jakieś kaczki w tych supermarketach? Jadłem kiedyś rosół z kaczki - był bardzo smaczny.
W dupie mam - nic nie robię. Zrobiłem rozliczenia. Nie mam dziś głowy.
Miło wiedzieć, że już wstałaś. Fajnie, że się odezwałaś.
Jakiś jestem dziś ohydnie "przytulaśny" - przytuliłbym się...
Zapalę sobie - przejdzie mi może.
Nie zaczepiajcie mnie więcej. Kurwa... - tylko nie ty. Proszę - przyjedź jutro dziewczyno.
Kurwa co za dzień - chce mi się... Sam już nie wiem co. Chcę się napić.
Po drodze kupię 3 portery. Porter dobrze działa na talenty kulinarne. Ale co z tego, kiedy nie ma kaczki... Zostaje kura. Chuj - niech będzie kura. Jutro kupię kaczkę. I rękaw do pieczenia.
Ale tymczasem 20 minut do domu - będę sobie śpiewał "Driving the last spike" Genesis. Muszę czegoś słuchać po drodze.
Co za cisza - jak zawsze w domu.
Zawsze wtedy mam ochotę, żebyś cos opowiedziała.
Trzeba pozmywać. Nie znoszę syfu. Mleko ma to do siebie, że wydziela niedobry zapach przebywając w ciepłym zlewie dłużej niż 1 dzień. Czy tylko ja to czuję?
Gotowe - porter "stuka" do mojej głowy, bo nic dziś nie jadłem. Cały świat zwalnia tempa. Nie czuję się pijany - tylko myślę jakoś wolniej i nawet wkładanie mięsa do piekarnika staje się przyjemne i pachnie niespodzianką tego, co wyjdzie za 30 minut.
Poczytam w międzyczasie - może ktoś coś napisał na blogu? Poprostużycie chciałaby zgrzeszyć - ja chyba popieram zdecydowane postanowienia - jakiekolwiek by one nie były. Zawsze są lepsze niż brak postanowień. Podoba mi się Twoje postanowienie, pani Poprostużycie. Przecież to po prostu życie. Śmiało.
Chce mi się znowu z Tobą zgrzeszyć. Nawet rozmową.
Nawet zapach jedzenia mnie do tego skłania. No ale ja przecież jestem zboczony. Jedzenie kojarzy mi się z seksem i uwielbiam patrzeć jak kobiety jedzą.
A może to nie grzech, co? Może to, że nie "grzeszę" dziś - jest właśnie grzechem. Na chuj nam ta wolna wola jeśli nie robimy tego co czujemy, że powinniśmy? Czy taka ona naprawdę wolna?
Najadłem się. Jestem rozleniwiony, choć myśli kłębią mi się w głowie. Chce mi się pieprzyć. Może o tym napiszę.
Ale jestem tak kurewsko uporządkowany, że muszę zacząć od początku. Porządek musi być. Nawet jeśli mi stoi.
poniedziałek, 4 stycznia 2010
Jak zacząć rok na tyle skutecznie, żeby był taki sam jak poprzedni
Subskrybuj:
Posty (Atom)