Motto:
Brunet Wieczorową Porą - S. Bareja
No i jak u Barei - wchodzę do biura, a ona siedzi. W moim osobistym biurze, na moim osobistym fotelu, gaworząc z moim osobistym wspólnikiem. Do kompletu brak tylko mojej osobistej żony. Przyjechałem najszybciej jak mogłem, bo przecież jakaś pani na ciebie czeka. Panie - jak wiadomo - nie powinny czekać na panów. Siedzi sobie i patrzy na mnie wzrokiem typu I co idioto? Co za dziwaczne uczucie, kiedy kogoś, kogo ukrywamy przed całym światem, czasem nawet przed samym sobą, zastajemy nagle w "środku" swojego życia. Musiałem być w ciężkim szoku, bo chyba nawet się nie przywitałem - albo się przywitałem, ale będąc w szoku - nie pamiętam, czy się przywitałem. Najwyraźniej przejeżdżając 200 km miała w... głębokim poważaniu rozważenie opcji, że:
- może mnie nie być w mieście
- mogę być w mieście - ale innym
- żona mogła mnie odwiedzić w pracy
- jej partner mógł ją odwiedzić w pracy
- mogę być chory i leżeć w domu (no - tego pewnie akurat nie rozważała - nie choruję)
Co za trauma. Od razu po wejściu zauważyłem 40-latka o wyglądzie 30-latka tłumaczącego coś 25-latce - na tyle intensywnie, że ich twarze były zbliżone do siebie na jakieś 30 cm (notabene potem, przy kontuarze, podczas płaceniu rachunku, chwycił ją za tyłek bezpardonowo, a ona zareagowała, jakby to było zupełnie normalne). Nim usiedliśmy przy pozornie najlepszym dla nas stoliku - odczytałem treść z postera wiszącego przy nim:
Choć dłuższą chwilę śmialiśmy się z tego głośno i serdecznie, pomyślałem: co jeszcze się zdarzy?
Nic z "tych" rzeczy się nie zdarzyło. I wcale nie byłem zły za tą wizytę. Byłem zadowolony. Długo potem o tym myślałem. W tej kawiarni przypomniałem sobie jak świetnie się z nią czuję - bo chyba zdążyłem zapomnieć. Zupełnie na luzie - choć coś krąży między nami. Lubie słuchać, co ma do powiedzenia i drwić sobie z tego, samemu nic nie mówiąc. I lubię jak mnie zaczepia nogą pod stolikiem mówiąc prawdę "między oczy". Tworzą się wtedy związki chemiczne o zupełnie nieokreślonym składzie - nie do odtworzenia w warunkach laboratoryjnych. Brak mi tego.
Odjechała szybko - jakbyśmy zdążyli się tylko zobaczyć za oknem.
- I oczywiście jakieś smuty na koniec będą. Ktoś zawyje.
Pewnie, że tak - muzyka zawsze dopełnia to, czego brak:
Reign of love
I can't let go
To the sea I offer
This heavy load

