Jest na TVN Turbo taki program, na który dziś trafiłem przypadkiem po fantastycznym meczu Ligi Europejskiej. Program jest wycelowany... nie wiem w jaką widownię - kształtna dziewczyna zaczyna prowadzić program kulinarny obnażając się przed rozpoczęciem (nie całkiem - jest tylko topless, jeśli nie liczyć erotycznego tonu głosu). Program odrzucił mnie w pierwszej chwili, bo choć stanowi pochwałę pięknych kobiecych piersi to jednak urąga atmosferze tak erotyzmu jak i gastronomii - idiotyczne potrawy (sałatka z ananasa, gruszki, brzoskwini, banana i orzechów z jogurtem??? matko boska....) okraszone dialogiem prowadzącej z ciepłym głosem ukrytego mężczyzny-widza, rodem z niemieckiego pornola.... Pokazują trochę cycków, a trochę patelni. Muszę być bardzo zdesperowany, bo nie wyłączyłem. Tzn. wyłączyłem - ale głos w TV. Jest taki przycisk "mute". I włączyłem:
Cycki, kuchnia i muzyka. Może nie do końca grają w jednej orkiestrze, ale facet może odkryć harmonię w tym dysonansie. Czuję jakbym odnalazł morze gówna, z którego wystaje czyjaś głowa. I ja toczę z nią rozmowę o wierze w ideały i przyjemnościach. I morze wygląda ładnie i szumi równie czarownie...
PS. Pogram się właśnie skończył i widzę listę płac - głos idioty to niejaki Adrian Wieczorek (sorry Adrianie, ale powinni Cię wypieprzyć z roboty - jesteś obrzydliwy). Wystąpiły 4 dziewczyny - tylko pierwsza ma fajne cycki i ugotowała ciekawą potrawę. Plus dla dziewczyny nr 1 - minus dla mnie, że obejrzałem ten cyrk do końca. I jeszcze znalazłem jakieś pozytywne w tym akcenty. Ale wytłumaczę sobie, że to przez RazDwaTrzy i poczuję się usprawiedliwiony.
Edit dnia następnego
Chyba jestem pod wrażeniem gastronomii, bo postanowiłem zaprezentować samemu sobie tzw. lepszą wersję gastronomii. Podaję przepis:
- Zadzwonić do mamy
- Poprosić o zakup 2 szt. świeżej ryby (gatunek: karp z rodziny wigilijnych) z gospodarstwa rybackiego
- Poprosić tatę o oprawienie ryby (taty właściwie nie trzeba prosić)
- Mamy nie trzeba prosić o to, żeby obsypała rybę różnymi rzeczami (sól, pieprz, przyprawa do ryb Kamis, jakieś coś co nie wiem, jak się nazywa i obłożyła cebulą)
- Odebrać rybę od mamy i mając świadomość, że marynowała się w tym zajzajerze przed dobrych kilka godzin przystąpić do obsypania bułką tartą (nie chce mi się pierdolić z jajkami choć wypadałoby bo to wpływa nie tyle na smak co na subiektywną przyjemność jedzenia - bo potrawa jest... ładniejsza)
- Włączyć powyższe RazDwaTrzy i smażyć - bo w kulinariach najprzyjemniejsze jest przygotowanie - nie ważne czy da się to potem zjeść.