poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Syf malaria pelargonia

Nie wiem do tej pory o co chodziło mojemu ojcu kiedy zwykł tak mawiać w sytuacjach wybitnej chujni... Chyba po prostu o zlepek słów" nicnieznaczących" odwierciedlających tylko samą swą melodyką tzw. syf.

Pieniędzy za mało, samochód porysowany po całej długości i do tego jeszcze podłoga domaga się wymiany bo nowo zamontowane drzwi nie chcą się zamykać. C*** wyjechana nad morze więc gnój totalny, bo nawet nie ma z kim pogadać w ludzkim języku. Siedzi z dupą w piachu, a ja mam ochotę schować tam głowę (wybierzcie sami czy chodzi o jej dupę czy o piasek).

Czytam książki w autobusie - dobra strona nie-posiadania prawa jazdy, można wrócić trochę do lat studenckich. Piję więcej wieczorem - dobra strona nie-posiadania prawa jazdy, kiedy można nie martwić się o alkohol we krwi. Wytrzymałem prawie 3 miesiące bez papierosów - świadomie porzucając odpust po pobycie nad morzem wsparty przez myśl Marka Twaina: Rzucanie palenia? Znam się na tym doskonale - robiłem to tysiące razy. Ale przecież każda wytrzymałość ma swoje granice.

Jakżesz szybko biegną dni, kiedy zapomina się o co-wczoraj i nie myśli o co-jutro! W międzyczasie zdarzy się zdjęcie:

Lub filmik:

Dodatkowo - zamiast oglądać hiciory kinowe ostatnich lat oglądam Jana Serce na UT. Jestem przy siódmym odcinku. I słucham w kółko Badly Drawn Boy I saw you walk away. Nie polecam, bo zdarzyć się może, że odrealnia... Już się nauczyłem na pamięć. Zaraz sobie zgram na telefon...



If I don't crucify myself, somebody will.
If I don't do this thing myself, nobody will.
And how could you say
that I don't wanna live...? I wanna live!
The time that you waste
turns into memories
And they fade, fade away...