czwartek, 9 grudnia 2010

Catch the blue train

Niesamowite rzeczy się wydarzają. Po zabieganym poranku, jadąc samochodem próbując ogrzać zmarznięte ręce, usłyszałem w radio piosenkę i zalała mnie dosłownie fala... czegoś.

Kiedy miałem 13-14 lat słuchaliśmy dużo muzyki nagrywając ją z radia (z trójki). Kupowaliśmy kasety magnetofonowe w Pewexie - chromowana taśma Sony kosztowała 90 centów i miała długość 90 minut. Wybierałem 90-minutowe kasety bo można było zmieścić całą płytę ulubionego zespołu na jednej stronie, a wyjmowanie i przekładanie kasety na drugą stronę było dla mnie koszmarem. A różnica w cenie była pewnie niewielka - nie pamiętam - w każdym razie nie splamiłem się nigdy kupnem 60 minutowej taśmy. W 1987 roku nagrałem sobie kopię płyty Nothing Like the Sun na jedną stronę kasety Sony Chrome w kolorze niebieskim, a jakiś rok (dwa?) później zawładnął mną kawałek w którym facet mówi pięknym głosem coś czego kompletnie nie rozumiałem przy akompaniamencie muzyki, która wydała mi się bardzo fajna. I postanowiłem zbeszcześcić świętą kasetę za 90 centów nagraniem jakiegoś amerykańca - nagrywając to na początku strony B (nadmieniam że użyłem sprzętu znakomitego jak na owe czasy - magnetofonu Condor produkowanego w pobliskiej fabryce w wersji eksportowej (czyli z głowicą produkcji japońskiej). Oczywiście sprzęt nie był mój - miałem kolegę, którego rodzicielka wyjeżdżała na handel do Jugosławii i miała większe zasoby gotówki na prezenty dla swoich dzieci). Pamiętam, że wtedy angielski był dla mnie pewną miłą dla ucha melodią i wiedziałem, że kiedyś się go nauczę - żebym miał zdechnąć. Kiedy dziś słuchałem tego, śmiałem się sam do siebie, bo ilość przesłuchań tego kawałka spowodowała, że znałem tekst doskonale po tylu latach - tyle tylko, że all way to kokomo było wtedy dla mnie all the way to go c'mon i tym podobne porażki lingwistyczne ucznia podstawówki, czasy kiedy pisało się na kartce tekst w obcym języku tak, jak się go słyszy. Właściwie to przez ponad 20 lat nie miałem okazji/chęci/potrzeby zastanowić się nad tym, czy nasz los nie jest jakoś zapisany wcześniej. Aż do dziś - do dnia kiedy rozumiem o czym mówi ten miły głos w swym monologu przerywanym melodyjnym refrenem. Przeraziła mnie myśl, że może mając 14 lat - już wiadomo kim będziemy za kolejnych lat dwadzieścia-kilka. I tak jak dziś - obudzimy się, rozumiejąc, że to po prostu było nam przeznaczone - charakter kształtuje się wcześniej niż nam się wydaje i marny mamy na to wpływ. Jak sobie to uświadamiamy to już jest za późno. Budzi we mnie dziwny uśmiech ta scena z pierwszej zwrotki tej "mojej piosenki" - siedzi facet w barze i upija się i podchodzi do niego cudna dziewczyna pytając: Jak to jest, że zawsze kończysz tu w knajpie u Nicka? A facet mówi zalotnie: Nie wiem - to chyba wiatr jakoś wypchnął mnie w tym kierunku... (odpowiada robiąc w tzw. międzyczasie kretyńską komiczną minę - jakbym widział siebie samego...). A ona mówi: Hang the rich (właściwie nieprzetłumaczalne w prosty sposób). A potem wydarza się "coś" (zapewne).

To "wielki" kawałek - posłuchajcie Robbie Robertsona - w ciszy i spokoju do końca - mojego "znajomego" z 1988 roku.



Yeah, I can see it now
The distant red neon shivered in the heat
I was feeling like a stranger in a strange land
You know where people play games with the night
God, it was too hot to sleep...
I followed the sound of a jukebox coming from up the levee
All of a sudden I could hear somebody whistling from right behind me
I turned around and she said:
"Why do you always end up down at Nick's Cafe?"
I said... "I don't know, the wind just kinda pushed me this way."
She said "Hang the rich"

1 komentarz:

  1. Mam podobne wspomnienia związane z muzyką. Chyba jesteśmy równolatkami:)
    Kasety już wyrzuciłam. W ostatnią sobotę u rodziców wyciągnęłam adapter i słuchaliśmy płyt analogowych:) Zapomniałam już, że mam niezłą kolekcję:)
    Piosenkę pamiętam.

    OdpowiedzUsuń