piątek, 18 marca 2011

The remains of the day (2)

Na smuty mnie zbiera zawsze w piątki. Pewnie dlatego, że to takie coś jak niedziela dla Boga - oddech "siódmego dnia".  A dzień codzienny bywa zestawem wydarzeń i niczym więcej.

  • znowu się nie ogoliłem
  • wygrałem przetarg (na otwarcie pojechałem jak nieogolony burak)
  • atomizer w elektronicznym papierosie "zalałem" wiśniowym płynem
  • dostałem propozycję postawienia marketu w Kurdystanie ze zwrotem 160% w skali roku
  • wypiłem za dużo kawy
  • boli mnie noga - coś mi się chyba "robi" niedobrego
  • kupiłem zupę grochową w torebce i jest ona całym moim światem
A gdzieś po drodze jest drzewo, które widziałem jadąc do klienta za miastem:

4 komentarze:

  1. uwielbiam takie samotne drzewa
    co do reszty to nie piątkowy smutek a starość,też tak mam czasem

    OdpowiedzUsuń
  2. Dlaczego zawsze masz Stinga tam po prawej Chwalipięto?

    OdpowiedzUsuń
  3. ja tam lubie tego samego Stinga:-)
    Padre Gregor.

    OdpowiedzUsuń
  4. Piątek może kiepski, ale za to jakie ładne zdjęcie wyszło.
    Sting jest ok:)

    OdpowiedzUsuń