Podobno James Joyce tak powiedział. Cytuję to powiedzonko akurat, bo książkę przeczytałem (brawa). Jak niektórym być może wiadomo mam teraz więcej czasu na czytanie książek więc uraczon zostałem fantastyczną pozycją do której cytat ony doskonale pasuje. Naga mi dostarczyła:
Coś tak jakby kojarzyłem faceta z gęby, bo oglądam Kitchen TV i czasem Travel Channel - aż po rozpoczęciu lektury dotarło do mnie, że to ten stary zbereźnik-amerykaniec. Ale w lepszym wydaniu niż obecnie - ponad 10 lat temu napisał książkę pt. Kitchen Confidential: Adventures in the Culinary Underbelly. Na szczęście nie był wtedy osobowością TV i rozpoznawanym na ulicy ekstrawaganckim chef'em - i głównie w tym odnajduję zasadniczą wartość jego wynurzeń na temat pracy restauracji, miłości do jedzenia i konieczności nawalenia się przed/w trakcie/po pracy. Oczywiście tytuł polski ma się jak zwykle nijak do oryginału, ale przyznaję - tym razem mi się podoba - może tłumaczył ten sam geniusz (mówię tu z uznaniem - bez sarkazmu) co zrobił Shreka w polskiej adaptacji. Oczywiście nie jest to książka kucharska - raczej coś o prozie życia kucharzy - osadzone w dość egzotycznym dla nas środowisku amerykańskim. Chociaż nie tak do końca egzotycznym, bo poza latynoskimi pracownikami chyba i w Europie powinniśmy się kierować podobnymi zasadami gotowania i serwowania - nie udawaj bohatera, odwiedź żabojadów i włochów, żeby zobaczyć jak podchodzą do jedzenia i z czego je robią (droga C*** prawda, że smakowały Ci moje krewetki z zielonymi szparagami w makaronie ryżowym?), nie wygłupiaj się z garnirowaniem, itp itd. Pokochałem faceta - a przynajmniej jego obraz sprzed 10 lat - rzucanie kurwami, szacunek do pracy, wytrwałość w wykonywaniu rzeczy przyziemnych i wielką miłość do jedzenia. A już szczególnie za kompletny brak szacunku do wegetarian i wyrażanie tego otwarcie, za pogardę dla tych co zamawiają dobrze wysmażone steki i dla tych co lekceważą pospolite ryby - naprawdę "swój chłopak". Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym natychmiast nie wygooglał podstawowych informacji o człowieku - bo dobrze jest wiedzieć więcej, niż piszą na okładkach. Rzeczywiście pracuje ciągle w Les Halles jako chef i ma uniform z wyszytym nazwiskiem, widziałem na UT jak robi sobie jeden z tatuaży i przyjrzałem się jego nowej żonie. A książkę i jej charakter odzwierciedlają te dwie fotki, na które natrafiłem w sieci:
Nie ma jak facet z kutasem w dłoni - takim, że aż chce się oblizać.


Brzmi fajnie, moja praca polega na kupowaniu książek, a tę przegapiłam. No trudno. Zazdroszczę, że tak fajnie umiesz pisać o książkach;)
OdpowiedzUsuńOstatnie zdanie mnie powaliło, omal nie oplułam kompa w pracy:D
Polizać? O ile ktoś lubi surowe mięso ;)
OdpowiedzUsuńDewiant, geniusz czy dobry rzemiech? Jedno jest pewne: swój chłop, masz rację:)
OdpowiedzUsuńPopieram wybór lektury, doceniam gust polecającej:)
pzdr all