Lista moich kontaktów na GG powiększyła się jakiś czas temu o 2 osoby – 2 czytelniczki, z którymi czasem uda mi się zamienić kilka słów wieczorem – czasem sms o pogodzie, czasem kilka zdań na temat sensu życia wypowiedzianych za pośrednictwem komunikatora. Jak spotkanie na zakupach z miłą sąsiadką, jak kawa w barze w czasie „przerwy” w pracy… A jednak – zawsze znajdzie się ktoś, kto wyleje mi tą kawę na głowę. Po ostatniej „wirtualnej kawie”, która "wylądowała" na mnie (tak, C*** - to po naszej o rozmowie), napisałem kilka zdań w impulsie chwili. Nazwijmy to Dekalog – od małżonka dla Wzgardzonej Madonny
- Tak – istnieją inne kobiety na świecie – zdarza się, że potrafią zainstalować sobie komunikator GG.
- Tak – zdarzają się takie, które lubią ze mną rozmawiać.
- „Miłych snów” od kobiety na GG nie oznacza „Chodź ze mną do łóżka”.
- Nie mam ani erekcji ani innych myśli seksualnych myśląc o kobiecie siedzącej 300 km ode mnie przy swoim komputerze – tym bardziej, że nie korzystamy z kamer internetowych.
- Moje towarzyszki rozmowy nie nęcą mnie własnym ciałem - jeśli już mam ich zdjęcia, to są to ich twarze.
- Z kobietą, z którą zamieniam trzecie zdanie w życiu i to nie na-żywo nie jestem „na żadnej stopie” – nawet się nie zbliżyłem do jej palców.
- Tak – piszę czasem posty/maile w przestrzeń Internetu – niektórzy to czytają, a nawet odpisują.
- Mówię niewiele, ale zwykle mam coś do powiedzenia. Ponieważ i tak nikt nie słucha – piszę, zamiast mówić.
- Tak – z niektórymi kobietami „internetowymi” chętnie bym się spotkał – w restauracji na kolacji, chętnie przy mocnym drinku. Z niektórymi nawet BARDZO chętnie – nie, nie w łóżku przy ostrym seksie.
- Nie wybieram się do nikogo – z reguły nie wiem w którym zakątku kraju miałbym ich szukać – rzadko pytam, gdzie mieszkają.