Hey You - out there on your own
sitting naked by the phone - would You touch me?
W wirtualności internetu jest tyle prawdy ile kłamstwa. Nie widać, które zgięcie karku jest prawdziwe, a które kryje kłamliwy uśmiech. I który uśmiech to tak naprawdę zgięcie karku. Ale całkiem jak w życiu realnym - wszystko jest kwestią zaufania. Bez zaufania nie ma niczego. I my jesteśmy zupełnie nieprawdziwi - nawet przed samym sobą.sitting naked by the phone - would You touch me?
Zauważyłem, że znajomość internetowa potrafi psychicznie wykańczać. Kiedy jest substytutem czegoś - bywa przyjemna, ale kiedy przestaje być wirtualna - wtedy zostaje normalną relacją międzyludzką. I uśmiech przesłany na komunikatorze przestaje pomagać. To za mało. Chcę więcej. Może to "pazerność" na uczucia i ich wyrażanie - jakiekolwiek by nie były. Nawet te negatywne. A może świadomość, że pchanie kutasa gdzie się da, nie zastąpi życia w całości. Nawet jak się uda wepchnąć w tyłek.
Kiedy dzielę chęci przez zamiary wychodzi "1". I nawet nie wiem już, czy to dobrze czy źle. Nie umiem ocenić, bo gdzieś rozsądek się zapodział. Mam nadzieję, że nie siedzi w tym tyłku.
Ja już się zbyt boję. I przestaje mnie interesować ile tu kłamstwa, a ile prawdy. Przyjmuję obrazy takimi jakimi maluje je autor. I wirtualność chcę traktować jako substytut, pomimo niejednokrotnie chęci zmiany tego stanu. Ale jak napisałam zbyt się boję.
OdpowiedzUsuńA co do rachunku wynik jedynkowy jest dobry, byleby nie zerowy bez względu na którą zmienną przypada.
ale napisałeś hmm :) jestem w szoku pozytywnym szoku tylko dlaczego do cholery to takie niby wirtualne a jednak prawdziwe...oj te w necie potrafi bardziej dokopać niż w życiu :( no niestety autopsja sie kłania :)
OdpowiedzUsuńczwartekowy buziak :) jutro bardzo blisko zaprzyjaźnię sie z zakopcem :P:P
Wszystko jest możliwe znajomości nawet internetowe bywają mocno zapadające w pamięć i czasem nas wykańczają.
OdpowiedzUsuńWczoraj odkryłam twojego bloga i tak zacżęłam czytać go od początku.
Jestem wrażliwym mężczyzną a mnie.. ostatnio męczą takie niedogania się zmoim mężem.
Jak czytałam że zaprosiłeś kiedyś swoją żonę na randkę a ona odmówiła to..
aż dziwne się poczułam.
Mnie mój mąż nie zaprasza na randki.
Przychodzi to.. odrazu sięga do gry komputerowej.
Boże sama nie wiem aż łzy ostatnio cisną się na oczy bo..
wszystko jest takie dziwne.
I te jego spotkania z kumplami..
wazniejsi są oni..
rozumiesz to?
Ps. Chciałabym do ciebie napsiac na @ lecz nie wiem jaki masz adres @ mój to:
ajudyta@poczta.onet.pl
Znajomości inetrnetowe to takie same jak realne ,bo i tu i tu jesteśmy MY-ludzie prawdziwi!
OdpowiedzUsuńI tak w realu jak i tu można naprawdę poznać kogoś wartościowego.Ale możemy właśnie też poczuć,że to nam już tu niestety nie wystarcza.
Pozdrawiam
W pewnym sensie niektórych pochłania internetowa znajomość innych nie .
OdpowiedzUsuńTo jakby przyzwyczajanie się do "istnienia"po drugiej stronie.Nie mijasz mnie , ale w pewnym sensie czekasz .
Ja jak to ja nie zastanawiam się kto mówi prawdę , a kto nie .Przecież prawda i tak jest taka jaką sobie ją stworzymy i z różnych punktów jest inaczej widziana .(np.gdyby problemy mogły mówić z 2 strony pewnie Ciebie czy mnie by obwiniły -nie na odwrót)
Więc czytam i pewne rzeczy dają mi do myślenia , pewne nie .
Ale nie przywiązuję do tego zbytniej uwagi .
Po prostu istniejecie i wymieniamy się myślami .Kontrowersyjnie czasem , czasem nie .
Bo przecież wystarczy jeden guzik delete i już mnie nie ma!
Pozdrawiam .
-)
dziś mam dobry dzień .uśmiecham się .gębowo .
zakochałeś się czy co?
OdpowiedzUsuńMojra - zawsze szukam prawdy, nawet za wszelką cenę. Nie chcę oglądać cudzych obrazów namalowanych przez kogoś jako wirtualny obraz siebie bo to są mazaje dziecka farbami wodnymi po ścianie. Łatwo schodzą - jak przychodzi "co do czego".
OdpowiedzUsuńRopucha - bo życie wirtualne czasem się przeradza w realne a wtedy wirtualność nie wystarcza - wtedy widać dopiero jak niewiele jest warta.
Judyta - zabrzmiałaś jakbyś potrzebowała rady - ja akurat jestem FATALNYM przykładem. A moją wrażliwość mogę sobie wsadzić w... (tutaj przysłowiowa dupa wydaje mi się dobrym miejscem). Przejrzałem Twojego bloga... Zauważyłem, że lubisz książki - dużo czytasz i piszesz o nich od początku... I pierwsza myśl jaka nasuwa mi się, to: "Ty czytasz - on gra". Nie czyni to z was złych ludzi - żyjecie pewnie w miarę normalnie i spokojnie - ale nie sposób nie zauważyć, że niedługo możecie zgubić się w tym lesie. Nie życzę tego. Czasem trzeba umieć pogłaskać faceta po karku - a czasem pierdolnąć młotkiem w głupi łeb.
Marta - masz rację, tak jest. Tylko, że wszystko musi... się jakoś rozwijać. Do czegoś prowadzić. Samo trwanie mi nie wystarcza - za nerwowy się zrobiłem.
CichoSza - a ja się zawsze zastanawiam nad prawdą. Może to taka awersja z "rzeczywistości". Panuje powszechne mniemanie o niewiarygodności i kłamstwie internetu. Nie bezpodstawne oczywiście, ale... ja myślę, że czasem warto się pokusić o weryfikację tego czy ktoś jest prawdziwy czy kłamie - czy mówi szczerze czy tylko brukuje swoją egzystencję dobrymi chęciami i podmalowaniem w internecie. Jakim żałosnym klownem trzeba być, żeby nie wykrzesać z siebie odrobiny prawdy w obliczu tej, może kulawej, ale jednak - anonimowości jaką daje nam internet. Ja chyba jestem trochę zboczony w tym temacie bo czytywałem różne blogi i zdarzało się, że były ciekawe.. - ale zdarzało się też że znikały z mojej "listy czytelniczej" błyskawicznie, bo ktoś pisał tak paranoicznie obłudnego posta, że... po prostu nie mogłem tego dalej czytać bo widziałem ciągle tego jednego kretyńskiego posta. Co z tego, że były ciekawe - ja nie szukam lektury do kawy tylko prawdy o ludziach. Do kawy palę papierosa. A z fantastyki wolę P. Dicka. Ten to dopiero świetnie pisał...Pewnie dlatego nie mam dużego grona przyjaciół :) Niewykluczone również, że ta prawda której czasem nie znajduję to w rzeczywistości to tak naprawdę wcale nie kłamstwo - tylko nie bardzo pokrywa się z tym, co ja myślę o ludziach... Tego nie wiem. Ale muszę mieć zasady, żeby odróżnić dobro od zła - nawet jeśli to miałoby być tylko "moje" dobro i "moje" zło. Weźmy na koniec pytanie typowe internetowo: "skąd jesteś?". Ja jestem z Nikąd. Jestem obywatelem Legolandu. Nie sprawdzisz mnie w swoich statystykach, bo łączę się przez serwer proxy który sam postawiłem. Ale Ty wiesz skąd jestem. Bo Ci powiedziałem. To jest "prawda uniwersalna", na którą powinno być nas stać - oczywiście jeśli chcemy coś wyznać. To chyba proste, ale niektórych nie stać i na to. Bo co? "Przecież nie przyjedziesz i nie sprawdzisz". Pewnie nie - bo na cholerę mi to potrzebne do szczęścia. Ale po co kłamać? Nawet w tak drobnych sprawach? Irytuje mnie to.
PS. Się opisałem... :))
Fikcja - przychodzi baba w 9 miesiącu do lekarza ginekologa. "A pani co? W ciąży?" A baba: "Prorok, czy co?".
Definicje są różne. Fromm by stwierdził jedno, Freud drugie, a ciocia Krysia trzecie. A ja - nieustannie analizuję wartość uczuć. Oczyszcza mnie to trochę. Ale słowa nie wszystko oddają. Nawet "kocham" brzmi zbyt ubogo.
A ja lubię jak się rozpisujesz.
OdpowiedzUsuńWidzisz problem polega na tym , że musisz przyjąć , że każdy jakąś tam prawdę posiada i czy w większym stopniu ją pokazuje czy mniejszym to już jego sprawa.
Gdybym się miała zastanawiać nad prawdą tu to dostałabym za pewne na głowę.
Wystarczy ,że w realu wciąż spotykam kłamców.
i tak na marginesie prawdy do końca z nikogo nie wyciśniesz bo jest zmienna w zależności od położenia i rozmówcy.
U mnie jest tak że mówię i piszę co myślę , a raczej co czuję .
Jak ktoś do mnie napisze to jedynie dlatego , że chce coś powiedzieć .A nie dlatego żeby coś uzyskać tak jak w świecie po którym chodzę .
I to jest ta różnica .Że nie musi mi patrzeć w oczy i łgać .
Może za bardzo się przejmujesz sensem i kłamstwem .
Dawno już przestałam dlaczego.Bo świata nie zmienisz on będzie i tak trwał swoim rytmem czy Ci się podoba to czy nie .
Plewy odrastają...-)
Miłego dnia myślicielu:))))))
cicho sza...
"Może za bardzo się przejmujesz sensem i kłamstwem" - pewnie tak :) Ale z tym wyciskaniem prawdy to jest tak, że ja wcale nie chcę żeby ktoś mi się spowiadał - a ja sam nie jestem orzecznikiem sensu. Tyle tylko że fałszywy obraz bardzo mnie drażni. I przyjmuję to stare powiedzenie, że "punkt widzenia zależy od punktu siedzenia". Sam jestem przecież przykładem.
OdpowiedzUsuńA w ogóle to zimno jest jak cholera.
OdpowiedzUsuńFaktycznie zimno, szkoda, że poczułam to zbyt późno by wrócic do domu i zareagować.
OdpowiedzUsuńCo do kwestii prawdy i kłamstwa wirtualnego chyba się z Tobą zgadzam. Faktycznie szukam tu ludzi realnych, a nie całkowicie wykreowanych na potrzeby podbudowania własnej samooceny czy na skutek notorycznego kłamstwa. Pomimo wszystko chyba wszyscy pragniemy szczerego podejścia do naszej osoby, jak i sami zawierzamy to co inni nam prezentują.
Chyba potrzebuję rady ale cieszę się że odpisałeś tu na swoim blogu.
OdpowiedzUsuńWiesz..
my chyba się tak gubimy.
Oprócz czytania zajmuję się astrologią to moje hobby które aktualnie rozwijam na kursie.
Dokładnie:
zyjemy w miarę normalnie i spookojnie..
Zdaje się że ten spokój mnie wkurza ale ostatnio zaczynają się kłótnie.
Mam nadzieję że pojedzie się wykurować oby.
Możliwe że pojadę z nim na kilka dni ale to się okaże.
Muszę dojść sama ze sobą i wzmocnić moją psychikę która jest zbyt słaba.
Pozdrawiam :))
Ps. Nie uważam cię wcale za zły przykład.
Heh- prawdziwy facet.
OdpowiedzUsuńO wsadzaniu kutasa nie wstydzi się opowiedzieć.
O zakochaniu juz mota...
:)
Spóźniłam się. Chciałam poudwać mądrzejsza niż jestem i napisać coś sensownego.. wyprzedziła mnie cicho sza, podoba mi się ta wypowiedź, nic dodać nic ująć.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Ana
Ana dziękuję .
OdpowiedzUsuńChciałam że jedynie dodać że piątkowo mam majtki niebieskie:)
buahhah kurna kocham taki stan reakcji głupkowatego śmiechu:)))))
a jak tam u Was robaczki;)
(czy zawsze musiu być taka powaga i dostojeństwo?:)
"teraz nikt nie powie że mu się podoba ;)"
Życie jest tylko przechodnim półcieniem
OdpowiedzUsuńNędznym aktorem, który swą rolę
przez parę godzin wygrawszy na scenie
W nicość przepada – powieścią idioty
Głośną wrzaskliwą, a nic nie znaczącą.
Jeśli tak, bo tak to i w Matrixie też tak:)
cicho sza A ja codzień mam innego koloru majtki, lubię takie w żywych barwach. A dziś na przeków pokodzie - słoneczne ;D
OdpowiedzUsuńXres Cicho mnie sprowokowała ;)
a ja codzień mam na sobie te same majtki
OdpowiedzUsuńanonimowy: to przyznaj się, raz na dwa tygodnie przewracasz je na drugą stronę i same wycieraja się o spodnie?
OdpowiedzUsuńKurcze Mojra ja jutro założę różowe:)
OdpowiedzUsuńI jaaasne znowu ja sprowokowałam;)
Xres pewnie lubi bez;)
hihihi
cicho tam
Cicho :*
OdpowiedzUsuńA Xres jeśli chodzi w jeansach to bez bielizny to ałaa :/
Gdyby nie to że "anonimowy" riposta celna jak strzała wskazywałaby na c...:)Riposta na erotyczne obrazki waszych kolorowych majteczek, mniam:)
OdpowiedzUsuńCicho sza i mojra, tak nosić;)
Facet bez majtek? Dobrze zrozumiałam?
OdpowiedzUsuńUuuuuu....
Robi się ciekawie :)
Xres - rozpisuj się tak częściej i wywalaj tak prosto, wszystko z siebie.
OdpowiedzUsuńJudyta - co to znaczy "pojedzie się wykurować"...? I na dodatek "pojadę razem z nim"? Nic nie rozumiem...
OdpowiedzUsuńCichoSza - niebieskie majtki...:) Chyba gówno w zyciu widziałem, bo takich to nigdy :)
Szpilka - wbiłaś swoją szpilkę. Polubiłem Cię od razu.
Anonim - nie pojęcia o czym mowa z tym Matrixem... No chyba że chodzi o Śląsk :)
Mojra - znaczy co? Żółte majtki masz dziś...?
Niektórzy - ja chyba o tym kiedyś pisałem, skoro jakoś dziwnie tak wszyscy wiedzą... Bo o braku majtek mówię tylko jednej osobie :) Ale fakt - jestem nie tylko "członkiem" Klubu Mężczyzn Nie Noszących Majtek lecz również jego Prezesem. Głęboko wspieram również zaprzyjaźniony Klub Kobiet Unikających Majtek (w miarę możliwości) - podnosimy się na duchu radami na temat odzieży wierzchniej wygodnej dla tych co mają na sobie np. tylko jeansy.
Marta - to źle brzmi "wywalaj wszystko z siebie". Ja nie chcę serwować tu swoich wnętrzności. Tylko myśli.
A no żółte, takich też nie widziałeś? ;) A coś nie tak? ;)
OdpowiedzUsuńŻółte widziałem akurat. Niebieskich nie widziałem. Żółte są ok. Niebieskie są... dziwne :)
OdpowiedzUsuńW takim razie nie przyznaję się, że niebieskie tez mam ;)
OdpowiedzUsuńChciałbym to zobaczyć. Nie to żebym coś sugerował. Broń Boże. Po prostu - nie wiedziałem i chciałbym to zobaczyć bo moja wyobraźnia jest uboga.
OdpowiedzUsuńhaha oki brzydko napisałam:) Twoje słowa brzmią ładniej:)
OdpowiedzUsuńMarta - tylko nieudolnie staram się być "estetą". Nawet jeśli piszę o (za przeproszeniem) własnym kutasie :))
OdpowiedzUsuńA jakich jeszcze nie potrafisz sobie wyobrazić, może z cicho sza mamy w swojej kolekcji ;)
OdpowiedzUsuńNp. wściekle różowe. Moja wyobraźnia tam nie sięga. Nie jakieś tam różowe tylko prawdziwy "pink". Ja jestem "fanem" czarno białych. Lub czarnych/białych/mixed wymienionych + czerwone elementy. A taki wild pink to dla mnie ewenement.
OdpowiedzUsuńNo to w tym wypadku nie mogłabym zaspokoić Twojej wyobraźni. Chyba sama nie zniosłabym tej dzikości ;)
OdpowiedzUsuńPołączenie czarno-czerwone i sam czarny - lubię też.A jak jesteśmy przy kolorze, to może przejdziemy do rodzajów jakie lubisz? ;))
Lubię czarne i białe bo są takie... jednoznaczne. Ale tak naprawdę to nie kolor gra główną rolę :)
OdpowiedzUsuńGłówną rolę odgrywa brak bielizny :D
OdpowiedzUsuńHa! Nieprawda! :)))
OdpowiedzUsuń"Ha!" zabrzmiało niczym przyłapanie na goracym uczynku nie posiadania racji ;)
OdpowiedzUsuńKwestię bielizny może już zostawię w spokoju, bo nie chcę nadużywać tej przestrzeni na zaspokajanie mojej ciekawości :)
Tak właśnie wypadło z "ha!" :)
OdpowiedzUsuńDobranoc. Miłej nocy.
No no ciekawe teamty zostały poruszone:)
OdpowiedzUsuńmatrix to tu:)
OdpowiedzUsuńZgodzę się z tym (tą opinią z cytatu) dopiero po kilku drinkach :)
OdpowiedzUsuńno proszę człowiek rzuci o majciochach i jak się rozochocili:)
OdpowiedzUsuńXres no jak niebieskich nie widziałeś to rzeczywiście dupa blada:)))))
ja po obiadku :)))
idę dziś do kina ...
a coooo ...
wczoraj ścięłam się a coooo....
ale jakaś taka nadpobudliwa się zrobiłam;)
"Głodny o chlebie" - tak mi ktoś powiedział wczoraj :)
OdpowiedzUsuńNo i temat taki kolorowy...
No to miłego oglądania - bo zakładam, że na film idziesz a nie do kina ;)
Wirtualność ma zasadnicza wadę. Nie ma tu gestów, mimiki, dźwięku głosów i nie widać całej otoczki wokół rozmówcy, a nie jednokrotnie te rzeczy mówią więcej niż same słowa. Poza tym o wiele trudniej zrozumieć się nawzajem, właściwie odebrać czyjeś intencje. Bardzo niedoskołe są tu relacje między ludzkie, więc może tym bardziej szczerość jest konieczna, bo inaczej nie ma to zadnego sensu i celu.
OdpowiedzUsuńNawet tu, wirtualnie, szukam realności w wyrażaniu się. Oddzielam ";)" od ":)". I masz rację. To co innego kiedy ktoś kogo już spotkałem mrugnie do mnie ";)". Wiem jaką ma wtedy minę :)
OdpowiedzUsuńJestem tu realna, a jednak mam wrażenie, że nie każdy z czytelników tak uważa. Nie zawsze czuję się rozumiana, nie umniejsza to mojej realności, ale jednak obawiam się tych nieporozumień, nawet drobnych.
OdpowiedzUsuńxres- ;)
OdpowiedzUsuńWiem jak wyglądasz? ;)
OdpowiedzUsuńMnie o to pytasz?
OdpowiedzUsuńMrugasz znacząco to pytam. Ciebie.
OdpowiedzUsuńMogę Ci conajwyżej odpowiedzieć drugim mrugnięciem ;)
OdpowiedzUsuńNie zauważyłem. Mam zamknięte oczy.
OdpowiedzUsuńTwoja strata. (Szpilka odchodzi stukając obcasami)
OdpowiedzUsuńCisza trwa.
OdpowiedzUsuńdobry wieczór łobuzie heh jak zawsze pod twoimi postami komentarzy ze hmm ..dyskusja nie powiem interesująca :) wróciłam z pełną głową wrażeń i bolem gardła;)
OdpowiedzUsuńRopucha - mam nadzieję że były to miłe wrażenia mimo wszystko :)
OdpowiedzUsuńbardzooo...:):)mimo wszytsko:P
OdpowiedzUsuńwidzę że sobie rechoczecie:)
OdpowiedzUsuńMam na myśli "z nim "- czyli że z moim mężem może pojadę na kilka dni na jego kurację w ośrodku rehab.
OdpowiedzUsuńJednak teraz nie mam głowy, dziś wyjeżdżamy późnym popłudniem ponad 400 km na pogrzeb.
Tak smutno że bardzo mi bliska osoba odeszła.
Najgorzej że ja patrzę często tak pesymistycznie z rodziny oprócz męża został: tato mój tylko i moja siostra...
Mama dawno nie żyje..
Więc bardzo nas mało.
Oczywiście rodzina męza to co innego również są rodziną ale chyba wiesz o co mi chodzi.
Tzw. czyste więzy krwi.
I tak myśli pesymistyczne nachodzą że teraz to już może tylko pogrzeby będą.............
Czasami czuję się jakbym miała sto lat a są takie dni iż ciągle mam 20 lat (choć tak naprawdę mam dwadzieścia parę wiosen ) - dosłownie wiosen bo jestem urodzona w kwietniu :)
Zawsze dostrzegałam jakiś fatalizm i myślenie typu:
długo nie pożyję ale tak nie można to też wiem.
Mimo wszystko pozdrawiam ciepło :))
Dziś miałam mnóstwo zajęć i bardzo mało czasu na myślenie- a to dobre jest.
Rodzina dalsza często bywa taka że najchętniej by cię zjedli itp.
JUż się boję jak to jutro będzie na pogrzebie.