Pamięta ktoś taki utwór o tytule jak nagłówek posta? Ech... Kiedyś to były zespoły muzyczne...
Pamiętam dokładnie urodziny rok temu - dostałem kilka ciepłych życzeń i było mi miło. Pamiętam śpiewane po Marylinowsku Happy birthday to You.... (dziękuję kochanie - dziś znowu to usłyszałem :) ). Napisałem wtedy posta - jakoś tak w specjalnych momentach chce się coś napisać, nawet jeśli nie ma się nic do powiedzenia. Dla zainteresowanych link - http://nocturne-d.blogspot.com/2008/02/po-iloci-korkocigw-w-domu-poznacie-ich.html - to było jeszcze na Onecie (przeniosłem tu posta - oczywiście bez komentarzy).
Dziś znów jest 26 luty i kolejne urodziny. Niewiele zmieniają - choć jestem bardziej "spolegliwy na to co przyniosło życie". Wystarczy trzymać się dewizy "nie my jesteśmy najważniejsi". Człowiek lepiej czuje się psychicznie i łatwiej znieść wszystko - myśląc, że jestem taki fajny i nie myślę tylko o sobie.
Ale ja nie o tym chciałem. Nie chcę marudzić i smęcić - każdy z nas ciągnie swojego "gluta" z którym się męczy - brak miłości, brak zrozumienia, brak perspektyw, brak alkoholu. Chciałem powiedzieć, że lubię tandetę. Uwielbiam. Bywam rasowym burakiem i strasznie mi się to podoba. Mój szwagier to wie - jest taki sam - dlatego dał mi w prezencie to:
To są takie fantastycznie tandetne puchate kosteczki, które zaczepia się przy lusterku w samochodzie. I one sobie dyndają mówiąc jestem fajny chłopak i mam przyjemny samochodzik - come on bejbe light my fire - albo coś równie mądrego. Uważam, że to cholernie zabawne :) Kiedy się spotykamy zawsze pytamy: a wyszorowałeś fullwypas kosteczki madafaka? Co prawda kompletnie nie przystaje to do kogoś, kto chce coś "załatwić", no bo jak tu robić interes z kimś, kto ma burackie kosteczki w samochodzie rodem z początku lat 80-tych... Ale co tam. Najwyżej będę je ściągał, kiedy będę w garniturze.
Jestem tandetny tak jak one. I tandetne są moje uczucia.
***
27.02
Dorzucę sobie pieśń okolicznościową - z dedykacją od siebie dla siebie. Czasem słucham też pieśni optymistycznych a ta wyjątkowo dobrze mnie nastraja.
Szczególnie:
Don't let the trials of life change who you are tonight
Stay seventeen each time you get one year older
czwartek, 26 lutego 2009
O kurwa mać jak zapierdala czas
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Sto lat, sto lat!!!:)
OdpowiedzUsuńPoczucia spełnienia na każdym kroku, uśmiechu, jasnych myśli i ciepła dookoła:*****
A Happy birthday to Ci mogę zaśpiewać a'la Marylin Monroe:D
Dziękuję Katka :*
OdpowiedzUsuńwszyyyyyyyyyyyyyystkiego naj iXu :)))
OdpowiedzUsuńoj jak ja lubię kiedy człowiek umie się bawić! i bynajmniej nie są Twoje kosteczki tandetne tylko odlotowe :D
i każdy kto ma poczucie humoru to zajarzy :)
a dla profesjonalizmu rzeczywiście do garnituru zdejmij futrzaki tylko tuż przed schowaniem nie zapomnij pogłaskać ;)
wesołego nowego roku :))
i szczęśliwych chwil multum :*
(a co! cholera urodziny masz
buziak się należy ;))
Ange - dziękuje za życzenia i buziaka :)
OdpowiedzUsuńZ kosteczkami masz rację!!! Będę głaskał zanim schowam :)))
36? :)
OdpowiedzUsuńNastał ciężki czas dla Ryb, nic tylko pić ;) Ja za tydzień więc znam ten ból, dziś idę trenować. Wypiję za Twoje zdrowie i szczęście, te dwa załatwią całą resztę marzeń.
Już znam odpowiedź ;)
OdpowiedzUsuńNajlepszego xres:-)
OdpowiedzUsuńA te kostki to kolejny przykład, aby nie sądzić ludzi po pozorach:-)
A to w prezencie:-)
OdpowiedzUsuńhttp://www.youtube.com/watch?v=vyqgjCKm9nQ
Mojra - tak! Masz rację - to ciężki czas dla wszystkich Ryb. Mam nadzieję, że Twój wczorajszy trening się udał. No i że nie zapomniałaś o cichym toaście za mnie ;)
OdpowiedzUsuńPtaszka - dziękuję :) Uwielbiam początek w tym kawałku...
Odbiję piłeczkę - http://www.youtube.com/watch?v=rPEMQFjk8X4 - moja ulubiona wersja YouAndYourFriend DireStraits. Nigdy nie słyszałem piękniejszej gitary. Ten kawałek od 3 min. 30 s. po prostu... "breaks my heart".
Tandetnego najlepszego i ja ci życzę:)
OdpowiedzUsuńNic bardziej szmirowatego nie przychodzi mi do głowy;)
A tak na pocieszenie w kwestii upływu...
http://www.youtube.com/watch?v=qu7Y-Ww6s0w&feature=related
Madame - dzięki. W kwestii muzycznej - nie zapominaj że ja mam 17 lat a Ty mi tu... :)))
OdpowiedzUsuńA ja cię tu sprowadzam na ziemię:)
OdpowiedzUsuńZdajesz sobie sprawę ile frustracji erotycznych przeżywają pryszczaci
17 - letni panowie?
Bardzo proszę byś wybrał sobie jakiś bardziej pod tym kątem "spełniony" wiek...
Może 34?;)
Heh - wiesz, tak między Bogiem a prawdą to jeśli miałbym porównać 34 i 17 pod wspomnianym przez Ciebie względem to ZDECYDOWANIE wybieram 17 ;)
OdpowiedzUsuńWszystkiego dobrego z okazji narodzin :)
OdpowiedzUsuńczego Ci może życie życzyć i spełnic .. chyba jedynie spokoju , oddechu czystym powietrzem ...i życia ...
Cmokasy ..
No naprawdę nie ma za co. Mogę sie nawet poświęcić i obalić coś na twoje zdrowie;)
OdpowiedzUsuńDziękuję Allpha.
OdpowiedzUsuńKatka - śmiało! zrób tak - nie tyle za moje co za swoje własne zdrowie i szczęście. Będzie Ci lepiej :)
OdpowiedzUsuńNatchnąłeś mnie tym kawałkiem z koncertu na kolejny wpis:-)
OdpowiedzUsuńPicie mi nie służy. W dużych ilościach. Bo w małych to nawet nie jest źle;) No to po żołądkówce, a co tam:)
OdpowiedzUsuńKatka - to pewnie szybko się upijasz, co? ;) No i masz cienką granicę "przesady" :)
OdpowiedzUsuńNo właśnie nie. Głowę mam bardzo mocną i mało ekonomiczną. Ale mam chory żołądek i mi nie wolno.
OdpowiedzUsuń