niedziela, 8 listopada 2009

W tak pięknych okolicznościach przyrody

I tego... i niepowtarzalnej... pozwolą Państwo, że zacznę od motta:

Proszę sobie przedstawić dolinkę, tak małą jak wszystko,
co jest dobrem na świecie, otoczoną wieńcem tak łagodnych pagórków,
że każdy z nich dziecko mogłoby zakryć rączkami.
W tej dolinie proszę umieścić park, zaludniony wszelkiego rodzaju roślinnością
[...] Proszę tę dolinkę połączyć z resztą świata za pomocą
mnóstwa cienistych wąwozów, wąwozików, na które nie można spoglądać
bez westchnień, a będziecie mieć bardzo niedokładne wyobrażenie
o pięknościach nałęczowskiej natury.

Bolesław Prus
"Kurier Codzienny" 1894, nr 23

Tak. W Nałęczowie pięknie jest. I pomyśleć, że gdyby nie odległość równa paznokciowi przyłożonemu do mapy - mógłbym tam mieszkać. Zawsze mam taką myśl, kiedy się tam pojawiam...

W Nałęczowie fajnie jest. Zmęczonym będąc spacerem po mieście (a teren tam bardzo nieregularny) można wejść do parku wprost w Al. Kasztanową. I tam napotkać "Księcia Józefa":


Można spacerować powoli, oglądać do woli i zatrzymać się jeszcze na chwilę po przejściu przez mostek. Rzucić okiem na Księcia raz jeszcze:


Pominąwszy świadomie pawilon zwany Atrium (bo narodu tam zawsze jak na wiecu i skażone to bardzo zapachem chloru bijącym z sauny i basenu) można wejść do, spokojniejszej dużo, Pijalni Czekolady, zasiąść w miękkim fotelu obitym jasną skórą, zamówić puchar gorącej białej czekolady i odpocząć (szczególnie, kiedy zawias w biodrze już doskwiera). W porze przedpołudniowej nie słychać tam jeszcze wrzasku dzieci - raczej spokojne rozmowy pensjonariuszy w wieku geriatrycznym (co mnie akurat odpowiada).

Jak już nadmiar słodyczy opanuje podniebienie - można zejść kilka stopni niżej korytarzykiem do sąsiadującego pawilonu - Pijalni Wód zwanej również "Palmiarnią". Nie wypada nie wejść i nie spróbować choć po łyku wody bijącej z trzech kranów. Więcej nalać można tylko tzw. Wody Miłości - ta jest niskosodowa i da się przełknąć, bo pozostałe to trunki wysokożelazowe (stara hydraulika w miejskim mieszkaniu da nam podobne wrażenia smakowe). Ale za to można posiedzieć wśród palm. Np. przy tej przywiezionej tu w 1949 r.:


Po wyjściu - może czekać na zewnątrz niespodzianka. Jeśli masz w kieszeni jakieś pieczywo możesz podjąć słynną nałęczowską próbę pt. Zaprzyjaźnij się z ptakiem. Prawie każdemu się udaje. Jeśli masz wyjątkowo dużo szczęścia - możesz spotkać profesjonalistów wyższego poziomu. Np. tych, dla których próba Zaprzyjaźnij się z ptakiem i poderwij coś to tzw. chleb powszedni. Czy bułka. Czy cokolwiek tam pod ręką. Wszak Nałęczów słynie z przyjaźni nawiązywanych w uzdrowisku. Profesjonalista:


Trzeba być cierpliwym i spokojnym. Ptak jest płochliwy i ufa tylko wiarygodnym w zachowaniu mężczyznom. Ale trud się opłaci, bo cierpliwość i spokój to coś, co wzbudzi zainteresowanie nie tylko ptaka:


Mężczyzna, który potrafi kontrolować swojego ptaka to rzadkość. Dlatego kobieta wtedy już sama zrobi pierwszy krok. Reszta należy do ptaka:


Kiedy już empiryka dowiedzie skuteczności metody "na ptaka" - możesz podążyć z uśmiechem na spotkanie z cytowanym w motto Bolesławem. Alejki czerwone od liści, trochę pod górkę i odpoczniesz na ławce z prozaikiem. Bolesław zajmuje tam poczesne miejsce - na samym środku ławki. Wprost nie wypada nie usiąść obok. Ja usiadłem:


Siedzieć można długo. Tym bardziej, że kilkanaście metrów dalej na saksofonie pogrywa rzewne melodie jakiś muzyk. W takt spadających liści...

Możesz w końcu, trzymając się tej linii melodycznej, zejść schodkami w dół - tam możesz kupić partnerce hematytowy wisiorek. Tandetny niewątpliwie - ale kogo to obchodzi? Przecież jego miejsce jest wśród rzeczy opatrzonych etykietką Zakładać tylko na spacer po parku w Nałęczowie.

Jeśli w końcu zgłodniałeś - wyjdź na miasto. Po kilku dosłownie krokach jesteś w Centrum (choć może to za duże słowo). Omiń jadłodajnię "Stara Apteka" (koniecznie). Omiń stację benzynową (bo idziesz na piechotę) i zawitaj do Karczmy Nałęczowskiej. Tam porządna parzona kawa podana w kubku - a nie wodnista Nesca w naparstku. Tam wypasione naleśniki lub rosół "z oczkami". Dla mnie - mięsiste gęsie pipki, a potem schab z boczkiem i kapustą. I surówki, pieczone pieczarki, ogórasy - do woli ze szwedzkiego stołu. A z głośników - a to Grechuta, a to Niemen. I trzask ognia w kominku.

Potem możesz jeszcze wrócić do parku. Parki dają ludziom spokój i ukojenie. Trochę jak śmierć - ale z uśmiechem.

Parafrazując Turnaua: Mówię wam - pojedźcie. Postójcie - i posiedźcie. Bo nie warto nie być w Nałęczowie.

Nawet jeśli jedyny souvenir z wycieczki to będzie Serce lizak z czekolady białej (masa kakaowa 33%) dekorowany masą dekoracyjną.



8 komentarzy:

  1. oj jak jesienniasto u Ciebie iXu :) aż mi się tak zachciało! że czekolady i później Niemena... i tych alejek liściastych...
    pięknie!
    dziękuje za to wycieczkę zwłaszcza gdy dziś za oknem deszczydło...

    pozdrawiam z uśmiechem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. e! a ja zapomniałam o tej niebywale interesującej sprawie z ptakiem... ciekawa to metoda... ale chyba wcale n ie taka nowa... jakby się dobrze przypatrzeć ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie nowa Ange - ale i tak ciekawa w obserwacji. Najlepsze, ze człowiek nic nie musiał robić - tylko zająć się ptakiem ;) A potem to już pewnie razem się "zajmowali" ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pan, pani i ptak.
    Fajny ten Nałęczów:)

    OdpowiedzUsuń
  5. no i teraz ten usunięty komentarz nad xResem, a pode mną nie daje mi spokoju;)
    nie daje mi spokoju podwójnie;)

    OdpowiedzUsuń