Czasem mam tak, że chce mi się napisać posta, ale mi się nie chce. Za dużo pisania. Mam świadomość pewnego oczyszczenia wynikającego z siły "napisania" i bardzo mi tego potrzeba - ale żeby dojść do tzw. wyniku końcowego... to już nie mam siły. A szkoda, bo akurat godzinę mam - kacze nogi się pieką w piekarniku, a doświadczenie wskazuje, że 50 minut to w sam raz + 10 dodatkowe na "okrzepnięcie". I kolejne 10 na przygotowanie frytek. Ale to tylko pomiar czasu i ma się nijak do miary myśli. Że też nie umiem napisać "jednozdaniowegoposta". Więc może streszczając sprawę:
- jutro "proszony śledzik" w doborowym towarzystwie - instytucja finansowa, ważna persona w randze dyrektora - ogolę się chyba nawet;
- jutro przedwstęp wigilii w świecie przedsiębiorców - upiję się pewnie wieczorem jako przedstawiciel rzeczonej "rasy";
- a może upiję się i dziś;
- M*** wisi mi pieniądze za art. AGD;
- P*** wisi mi pieniądze za art. IT;
- C*** wisi mi uśmiech za miłość.
Posłucham jeszcze i pójdę zjeść:
A na tym akordeonie oczywiście gra Czesław.
(***)
- Możesz ściszyć muzykę?
- Mogę
wtorek, 21 grudnia 2010
Czasem
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
no cóż :) takie to bywają firmowe imprezy :)
OdpowiedzUsuń