środa, 23 stycznia 2008

W prozie

Przez chwilę miałem złudną nadzieję, że uda się zacząć żyć w miarę ustabilizowanym torem. Nie pamiętać przynajmniej o nieprzyjemnych rzeczach i skupić się na pracy, załatwianiu bieżących spraw – czasem wspólnie, czasem oddzielnie…

Rozmowa
(tym razem wpisana „z pamięci”, więc może nie być hiperdokładną relacją)


Żona (22-01-2008 ok. 10:00)

Jesteś? Są już pieniądze?

(no tak – miałem przelać jakąś końcówkę do zakupów na które zabrakło – warzywa i tym podobne pierdoły + jakiś grosz na fryzjera, żeby małżonka „podcięła” to i owo; 2 stówki powinno wystarczyć – za chwilę i tak wypłatę trzeba sobie przelać więc nie chcę „dobierać” z firmowego konta, żeby wspólnik nie zaczął delikatnie pojękiwać – w zasadzie nie jęczy, ale jemu jakoś zawsze wystarcza a mnie jakoś nigdy nie…)

Mario (22-01-2008 ok. 11:30)
Tak – 200 jest do wypłacenia. Na razie nie mam więcej kasy.
Żona (22-01-2008 ok. 11:30)
Pogadaj

(co – pogadaj?)

Mario (22-01-2008 ok. 11:30)
co - pogadaj?
Żona (22-01-2008 ok. 11:30)
Jakbyś się wybierał na randkę z I*** to momentalnie byśznalazł pieniądze na nią

(a to ci kurwa mądrość stulecia – literacka nagroda za Błyskotliwość Roku, czerwona włócznia wzgardzonej madonny, pieprzony hit styczniowego przedpołudnia)

Mario (22-01-2008 ok. 11:30)
No – to ci dopiero szlagier. Gratulacje – z podziękowaniem za miłe słowo.

(no i taki tekst po prostu – rozpieprza mi wnętrzności, energia przedpołudnia uchodzi – nie mam siły i zapału do wzięcia się za coś pożytecznego, wychodzę zapalić, palę dwa, żeby się skupić na czymś innym i wracam po kilkunastu minutach – niestety, to już chyba zmęczenie „materiału”, brak cierpliwości, który owocuje zawsze gotowaniem się emocji – niezależnie od wielkości nadepniętego odcisku na duszy, nie mam już cierpliwości…)

Mario (22-01-2008 - później)
No i w pizdu spierdoliłaś mi skutecznie cały dzień tą wykurwistą wygłoszoną mądrością
Mario (22-01-2008 - później)
Proponuję znaleźć sobie bogatszego
Mario (22-01-2008 - później)
A na fryzjera zawsze może dawać ci jeden z młodych koleżków – na pewno któryś coś tam wyskrobie...

„W kierunku” żony przeklinam tylko w żartach. Ale chyba dziś tak nie było – dobrze, że nie rozmawialiśmy „na żywo”. Bo czasem iskierka wywołuje naprawdę duży wybuch – i komuś mogłoby oderwać jakąś część ciała niepotrzebnie…
Ja wiem, że cały świat kręci się wokół wartości na rachunku bankowym. I że pieniądze szczęścia nie dają, choć żyć bez nich się za cholerę nie da. Nie urodziłem się wczoraj. Nie sprzedaję też spinaczy do papieru na targu, żeby zarobić na życie. A ciągle jest gdzieś ukryta ta naiwność, która każe człowiekowi wierzyć w dobrą wolę drugiego. I wychodzi w takich momentach,by narazić właściciela na - zabłąkaną, czy świadomie wycelowaną – kulę, wystrzeloną przez nieprawdziwych przyjaciół, nieuczciwego interesanta, bezmyślną żonę... Taki strzał powiększa pustkę między ludźmi – i czasem trudno sobie z nią poradzić. Stawia się jej czoła tylko wirtualnie - w przestrzeni między oczami a ekranem komputera, by na koniec wygłosić monolog ku chwale własnych uczuć i choć przez moment poczuć się lepiej. Tak czy inaczej – od I*** mam przerwę, bo wyjechała kilkanaście dni temu z dzieckiem na ferie za granicę,przy okazji z mocnym postanowieniem załatwienia wszystkich swoich damsko-męskich potknięć na polu małżeńskim – wkrótce wraca i mam nadzieję, że miała odwagę, by spełnić swoje „groźby wobec samej siebie”. Wszystkie te, których ja nie mam odwagi spełnić… To choroba, która nazywa się „niemoc popularna” lub „niemoc pospolita” – brak samozaparcia, choć pewnie animuszu by nie zabrakło, gdyby ktoś trochę popchnął. A tak –jestem niedojrzałym 18-latkiem, który z niewieloma rzeczami sobie radzi. Który nie ma odwagi do wielu rzeczy, choć z wiekiem coraz bardziej „wszystko jedno”. Turlam się we własnym gnoju. Ogień się we mnie wypala. I chociaż często myślę o poezji, to rano i tak budzę się w prozie...

Czy w bezsilnej złości łykając żal, dać się powalić? Czy się każdą chwilą bawić - aż do końca wierząc, że los inny mi pisany jest? (*) W korowodzie zmysłów możemy trwać niepokonani – nim się ogień w nas wypali, nim ocean naszych snów łyżeczką się odmierzyć da…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz