niedziela, 2 grudnia 2007

Brak tytułu

Stolik pod telewizor uroczyście zakupiony, a ze wspominanej wcześniej kolacji na razie nici... Może jutro - w końcu niedziela i żona złożyła tzw. obietnicę przedwstępną, zwaną również promesą...
Tymczasem, żeby opanować ciągły ucisk w gardle i ciężar gdzieś w środku, zaprosiłem na kolację przyjaciółkę z lat dziecinnych i wczesnomłodych. To żałosne, ale przez ostatnich 12 lat nie znalazłem czasu, żeby do niej zadzwonić i spytać, co u niej... Aż spotkaliśmy sie zupełnym przypadkiem. Teraz mężatka, 1 córka. Jeszcze piękniejsza niż była kiedyś... Czas jej się zdecydowanie przysłużył. Byłem nawet trochę onieśmielony (un-fucking-believable). Zupełnie bez namysłu zaproponowałem spotkanie w klimatycznej knajpie - przekonany że się nie zgodzi - małe miasto, zbyt łatwo traci się opinię, wszyscy wszystkich znają. A mnie już w zasadzie wszystko jedno więc, jako egoista, nie pomyślałem o tym w pierwszej chwili... Wiele wspólnych przeżyć, wiele przegadanych nocy, wspólne wakacje nie raz i nie dwa...

(Pytam, już w restauracji)
- Dlaczego nie nosisz obrączki? 7 lat po ślubie - jaką masz wymówkę?
- Nie czuję się mężatką, więc nie ma powodu...
(Opowiada długo o sobie, potem ja rewanżuję się swoją żałosną historią)
(Po kilku godzinach)
- Wiesz, to smutne, że po tylu latach nie możemy usiąść i z radością opowiedzieć o swoim życiu - różne historie, podobny "season finale"
- Dlaczego nie zostałeś moim mężem?
(Nie wiem co powiedzieć)
Czy powinniśmy się długo badać przed podjęciem decyzji o wspólnym życiu? Wypełniać ankiety i stosować okresy próbne? Kto z nas jest na tyle wyrachowany?
Czy wszystko musi kończyć się jak samo życie? Stanem rozkładu? Ludzie wcześniej czy później stają się nieszczęśliwi i w większości odwracają się od siebie. A potem wylewają żale, że mogli-powinni byli postąpić inaczej. Co to ma być? Potwierdzenie przysłowia "mądry Polak po szkodzie"? Dlatego teraz żałuję jeszcze większej ilości nie podjętych decyzji? Czy zaczynam uciekać w inną stronę? Odwracam się i rezygnuję? Niewiarygodna dla mnie zupełnie przyczyna rozkładu jej małżeństwa jest dla mnie nie do pojęcia - mąż-z-nieodciętą-matczyną-pępowiną... Czuję się lepszy, bo taki nie jestem? Zapominam o swoich wadach i wybielam się na tle innego człowieka? Aż taki jestem niesprawiedliwy?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz