środa, 28 listopada 2007

Bliskość i żyrandole

- Chciałbym Cię zaprosić jutro na kolację. Do S***.
- ...Pogięło cie? Szkoda pieniędzy. Lepiej kupmy żyrandol (nie zrażony reakcją spoglądam w górę jakbym się spodziewał odnaleźć tam coś innego niż dotąd było). Dziś strzeliła jedna żarówka, aż korki wysadziło. Dostałam zawału.
- Może jednak..? Spędzimy razem trochę czasu..?
- I stolik mieliśmy kupić... Może odłóżmy...
- No to kupimy pojutrze - wrócę trochę wcześniej, żeby sklepów nie zamknęli.
(Nic nie mówi)
- Odpowiem ci jutro - nie wiem do której będę w pracy. Szkolenie może potrwać nawet do wieczora.
(Próbuję rozładować ciszę uśmiechem)
- Masakra - próbuję się umówić na randkę z żoną a ona mi mówi: Pogięło cię...
(Idziemy spać)

Potrzeba rozmowy przekłada się na potrzebę bliskości. Bo człowiek jest zwierzęciem stadnym - nawet jeśli bardzo lubi swoje towarzystwo. Jak przekształcić starego znajomego w przyjaciela, z którym można nawet pomilczeć? I dlaczego łatwiej rozlać myśli po sieci niż zwierzyć się komuś? Jak pisał pewien blogger: (...) blogi i różnego rodzaju komunikatory internetowe, są świetnym przykładem, że niezrealizowane potrzeby znajdują zawsze jakieś ujście (...).
Nie umiem rozmawiać. Elokwentny jestem tylko w milczeniu. Wygłaszam długie tyrady do samego siebie i biję nawet czasem brawo. Lubię to. Tylko po co później dziwię się, że nikt nie słucha..? Jestem nudziarzem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz