sobota, 24 maja 2008

Porno

Zauważyłem u siebie niepokojące objawy - psychiczne. Po dłuższym namyśle diagnozuję je jako nieuchronnie zbliżającą się seksualną frustrację. Powodem jest oczywisty brak seksu. Zastanawiające jest to, dlaczego pojawił się dopiero niedawno. Chyba objawem tej frustracji jest już sam ten post - sam fakt pisania o tym oznacza, że jest to coś ważnego... Może zrażę do siebie część czytelników, ale trudno pominąć milczeniem część swojego życia. Mam znajomego ginekologa z doświadczeniem w seksuologii - ok, chwalę się - jedno z pierwszych nazwisk w ginekologii w tym kraju. Twierdzi, że zdrowie w tym względzie jest jedną z najważniejszych rzeczy rzutujących na całokształt naszego życia - psychika i fizjologia od tego wręcz zależą.
Mały rys historyczny: odkąd pamiętam, nawiedza mnie wspomnienie księgozbioru mojego silnie wykształconego wujka. Wśród dzieł przyrodniczych stało na półce ładnie oprawione wydanie Życia Seksualnego Dzikich Malinowskiego (nie polecam lektury - to antropologia - ale zachęcam do obejrzenia niektórych obrazków). Że nie wspomnę o wydaniu Kamasutry zalegającej na dnie pewnej tajemnej szuflady w domu rodzinnym (tu polecam zdecydowanie lekturę całości - szczególnie rozdział pt. Auparisztaka, czyli związek oralny - zwróćcie uwagę, że nie "seks oralny" lecz "związek oralny"). Poza jednak zwykłym zaciekawieniem, nic więcej nigdy nie leżało u podstaw mojego zainteresowania światem "tych" spraw. Potem człowiek dorasta. A potem dorasta bardziej. Nie mówię o pryszczatym 15-latku. Tylko o trochę starszym "napalonym". Ogląda filmiki i zdjęcia. Po raz kolejny podeprę się autorytetem, żeby wytłumaczyć samego siebie: "Każdy oglądał, ogląda lub będzie oglądał - brak zainteresowania erotyzmem świadczy o zaburzeniach emocjonalnych. To zaś leży u podstaw problemów natury seksualnej w związku partnerskim." Toteż i ja oglądałem. Chociaż gust mój był wybredny i lekko skrzywiony - fascynował mnie wtedy maestro filmów erotycznych Andrew Blake. U Blake'a wszystko rozgrywa się w zwolnionym tempie i z lekkim smakiem fetyszyzmu. No i właściwie nie występują faceci. Koniecznie z klasyczną gwiazdą Blake'ową - Arią Giovanni (nawet personalia ma erotyczne, a jej prywatne zdjęcia, bez makijażu, są jeszcze bardziej zmysłowe niż te "pozowane" - prawdopodobnie wygląda rano tak samo jak wieczorem - co zawsze lubiłem...). Coś jak niedogolony Brad Pitt dla kobiet. Przyznaję - oglądałem wszystkie filmy w reżyserii Andrew Blake'a. Całą cholerną filmografię. Kilkanaście pozycji.
Potem przychodzi małżeństwo. Nie mówię - luźny związek dwojga ludzi - tylko małżeństwo. To niesie za sobą pewien szczególny ładunek, który miesza socjologiczną powinność przebywania w jednym łóżku z wzajemnym pożądaniem. Seks małżeński ma inny smak niż seks partnerski. Nawet z tzw. partnerem na stałe. Przynajmniej dla mnie. Przynajmniej na początku. Wyzbywa nas z poczucia perspektywy nadchodzącego "do widzenia". Nic tego nie zastąpi. Okazuje się, że właściwie małżeństwo jest w pewnej płaszczyźnie paralelą mastrubacji. Fachowiec rzecze: "Wraz z podjęciem regularnego pożycia małżeńskiego - czasem zwykłego partnerskiego - mija potrzeba masturbacji". Wierzę mu. Chociaż to właściwie dziwne. Nie uprawiałem seksu od bardzo dawna. Dotąd mi to pnie przeszkadzało. Nawet jak poszedłem do burdelu jako "towarzysz" nie miałem parcia na seks. Teraz je mam. Bardzo ukierunkowane. Zacząłem zwracać uwagę na erotyzm w sieci. Nie wyłączam nadesłanego żartobliwie pornograficznego filmiku. Czuję się... egzotycznie. Nawiedza mnie wieczorem widok seksualnych pozycji, które lubię. Puste łóżko działa na moją wyobraźnię. Potrzeby materializują się po 24.00. Najgorzej, że im większa frustracja - tym większa potrzeba. Im większa potrzeba, tym bardziej wyuzdana myśl. Nigdy nie byłem specjalnie modelowym partnerem seksualnym. Moja żona nie akceptowała mnóstwa moich zachowań - pewnie w wyniku niezgodności temperamentów - to się zdarza i nie przeszkadza w tzw. ostatecznym rozrachunku. Ale może właśnie dlatego teraz wyłazi to ze mnie ze zdwojoną siłą. Mam pewną obawę, największą obawę, kiedy o tym myślę. Boję się, że pewnego dnia moja żona przyjdzie do mojego łóżka. Nie wiem dokładnie czemu - może po to tylko, żeby się zaspokoić "ze wspomnieniem w tle". Zresztą nie ważne, po co. Boję się tego, bo wiem, że jej odmówię. A ona się będzie czuła okropnie. Ja pewnie też. Jakby jej/mnie ktoś dał po gębie. Ale czułbym się ohydnie post-factum.
Teraz ściągam nawet coś z Andrew Blake'a. Ciekawe czy już się ściągnęło...

8 komentarzy:

  1. mysliuczesane26 maja 2008 09:17

    porno i duszno ........... eh nigdy mi nie przyszło na myśl żeby aż tak to rozpamiętywac , ale czasem mam takie dni........
    jak to u mnie mówią .. jesteś niewyżyty?-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba to normalne,że dorosły facet,kóry jeszcze nie ma seksu w domu,ma takie myśli.
    Jesteś całkowicie zdrów:)))

    Milłeo dzionka

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba właśnie tak - jestem niewyżyty... ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. to trzeba się wyżyć:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie tylko faceci bywaja niewyżyci.Kobiety ten stan też czasem dopada.Mój sex śpi obok mnie a jednak wolę być niewyżyta niż mu się oddać.
    Ala

    OdpowiedzUsuń
  6. Hmmm... Ala - czyżbyś, tak jak ja, bała się kaca moralnego po fakcie...?

    OdpowiedzUsuń
  7. Nazwijmy rzecz po imieniu.Byłaby to zwykła małżeńska prostytucja.Wam facetom łatwiej oddzielić dzień od nocy,dla nas kobiet jaki dzień taka noc.Najgorzej,że te noce zlewają się w tygodnie a tygodnie w miesiące.Czuję,że więdnę bo wszystko na tym się kończy i zaczyna.
    Ala

    OdpowiedzUsuń
  8. Prostytucja - mocne słowo. Może za mocne - bo oznacza, że robisz "coś" za "coś". A to chyba nie o to tutaj chodzi. Choroba leży gdzie indziej. A przynajmniej wolałbym, żeby tak było...

    OdpowiedzUsuń