
- Ale chłopaki.. musicie się streszczać bo zamykamy za niecałą godzinę.
- Zdążymy.
Niebiesko. Matko boska - wszystko jest niebieskie. Ściany, lampy na nich, podświetlany bar... A w ciemnym dyskretnym kącie kanapa - czerwona. Wygodna i można by rzecz, że nawet przytulna. Siedzę na niej zdrowo już pijany i sączę najdroższe Tyskie po tej stronie Wisły. Za barem stoi farbowana blondynka i w samej bieliźnie, czerwonej, z gorsetem, nalewa coś do szklanki. Po blacie przechadza się... kot. Popielaty kot - wyraźnie obeznany z panującą atmosferą i obsługą baru. Jakoś tak "gęsto" dookoła i pusto. Atmosfera przepełniona alkoholem z mojej głowy i tym kotem, który jakoś dziwnie podziałał na to pomieszczenie...
Po dłuższej chwili wchodzi kolejna blondynka, lekko uśmiechnięta, powoli idzie do mnie i przysiada się. Skromnie ubrana - nie skąpo - tylko skromnie. Z miłą twarzą. Nic nie mówi tylko patrzy na mnie. Kiedy na nią spoglądam, trochę "błędnie", spuszcza wzrok i wygląda jakby się trochę wstydziła. Uśmiecham się do niej po chwili, a ona pyta - cicho, ale zdecydowanie:
- Masz ochotę pójść ze mną na górę?
Milczę chwilę, ale wzbudza we mnie jakąś sympatię, więc uśmiecham się szerzej i mówię:
- A zaniesiesz mnie?
- Nie :) Chociaż pewnie ja ważę więcej :))
- Więc nie pójdziemy na górę...
Robi zaciekawioną minę:
- Wolisz tutaj?
Rozglądam się ostentacyjnie i mówię:
- Tu jest przyjemnie.
Zachęcona przysuwa się bliżej, siada tuż obok i mówi:
- Tutaj nie można. Chodź na górę. Boisz się?
Zawsze kiedy jestem wstawiony w dziwnym nastroju mam taki objaw, że nim odpowiem na jakiekolwiek pytanie przebiega mi przez głowę milion myśli. Niekoniecznie związanych z tematem pytania, ale wyglądam jakbym zawsze długo myślał nad odpowiedzią...
- Popatrz na mnie. Nawet gdybym chciał - to i tak jestem tak pijany, że... Poza tym - wyglądasz jak... czyjaś żona.
- To ma być komplement?? Czy mam się obrazić?
- Nie... Ja jestem tylko dobrym tatusiem, który dziś płaci za wszystko. Więc nie pójdziemy na górę. Ale jesteś cholernie ładna - tylko że... Po prostu wyglądasz inaczej niż koleżanki.
Wzdycha głośno, jakby z ulgą i odchyla się do tyłu żeby się oprzeć.
- Jestem tu dopiero miesiąc... Właściwie to 3 tygodnie bo tydzień nie pracowałam. Jestem Ola.
- Witaj. Napijesz się?
- Może soku...
- Soku?
- Nie wolno mi tu pić alkoholu. Zresztą chce mi się spać. Mam dość - chcę już iść do domu...
Milczymy chwilę.
- Jesteś żonaty, prawda?
- Mam to gdzieś wypisane?
Uśmiecha się tylko sama do siebie i nie odpowiada.
- Ile masz lat?
- 34.
Wygląda na uradowaną bo ma taką minę jakby mówiła w myśli "wiedziałam".
- Ja też :) Wiesz, ja też byłam czyjąś żoną. Całkiem niedawno. Masz dzieci?
- Tak - syna. Co się stało?
- Zostawił mnie. Uciekł za granicę... mieszka w Barcelonie z...
Nie kończy, bo widzę po twarzy że sama nie wie jakie przekleństwo rzucić.
- Mamy syna - 14 lat. Zostawił mnie z kredytem i uciekł. Skurwiel... Czemu tak się robi? Powiedz mi, jak facet.
Głupie pytanie. Co ja jej mam odpowiedzieć?
- Wiesz że nie można niczego określić jednym zdaniem... Nie wiem co tam u was było...
- Zdradzał mnie - ale juz wypłakałam swoje. Gdyby nie ten kredyt... Najbardziej nie rozumiem jak mógł zostawić dziecko. Wiesz - oni byli bardzo blisko ze sobą.
Znowu się zamyśliła. Ze smutną miną. Smutną - ale nie zgorzkniałą. Jakoś tak "pusto" zaczęła mówić:
- Pamiętam jak jeździliśmy na wakacje. Oni zawsze się czymś zajmowali a ja jakbym nie istniała. Rozumiesz? Np. nad morzem jak byliśmy... Ja leżałam na kocu, a oni się kąpali, wygłupiali - godzinami... A teraz? Nie rozumiem tego...
Nie mam specjalnej ochoty wnikać w jej historię, ale sytuacja jest jakaś... zupełnie tragiczna i trochę komiczna. Jak z filmu. Siedzę w burdelu. Nie myślę trzeźwo. Dziewczyna "do towarzystwa" zamiast zachęcać mnie do zapłacenia jej za cokolwiek, co mogłoby się zdarzyć "na górze", opowiada mi coś i wcale nie zmierza do czegoś - jak można by się było spodziewać. Więc tylko uśmiecham się jak idiota co chwilę, żeby dać znać, że jeśli ma ochotę to może mówić dalej... Bo ja jestem taki cholernie "fajny gość" co zawsze wysłucha... A dziś już mi całkiem wszystko jedno.
- Wyglądasz na delikatnego.
Czuję się jakoś głupio. Nie wiem jak z nią rozmawiać.
- Czy ja wiem... Chyba jak każdy - czasem jestem, czasem nie.
- Brakuje mi czegoś takiego. Chcę żeby ktoś mnie czasem pogłaskał, pogładził. Lubię to...
Czemu mi to mówisz?
- To jest takie...
Nie kończy. Wygląda jakby zabrakło jej słów więc tylko patrzy przed siebie ze smutnym uśmiechem. Smutnym - ale nie zgorzkniałym, nie tragicznym, tylko po prostu - smutnym.
Czuję się cały czas jakoś dziwnie. Nie wiem czy zapytać o coś, czy lepiej siedzieć i milczeć. Nie mam pojęcia, czy chce pogadać, czy tylko mówi sama do siebie, żeby wypełnić czas pozostały do zamknięcia lokalu. A może liczy, że jednak pójdziemy na górę? Marny ze mnie znawca kobiecego charakteru. Tym bardziej w takim miejscu.
Rozmawialiśmy jeszcze. Wypytywała o mnie i o to co teraz u mnie, a ja jej odpowiadałem. Jakbyśmy się trochę znali. Bez wylewności - tylko taka wymiana zdań. Ale skoro chciała tylko spędzić czas do zamknięcia - czemu akurat rozmawialiśmy o wszystkich sprawach, których wcale nie chcemy już wspominać? Na pewno i ona nie chce już grzebać się w swoich melodramatach, które skończą się tak, jak los im każe. Matko boska... - czy to jest jakaś trauma? Czy nawet siedząc w burdelu widać na czole jakąś etykietkę człowieka? Czy zawsze widać to, co on w sobie nosi? A może tylko ci, co tez coś w sobie noszą, niekoniecznie to samo, mogą to zobaczyć?
Kiedy wstała - pożegnała się. Jak grzeczna i kulturalna koleżanka w restauracji życzyła mi powodzenia. Zobaczyłem ją jeszcze później przy wyjściu. Pomachała do mnie. Przerażająco normalna dziewczyna.
sobota, 17 maja 2008
Saturday Night "Fever"
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
wiesz ja jakoś się pogubiłam .. nie chce mi się już o niczym pisać ... bo moje życie chyba jest nudą , a ja sama stałam się taka ...pozdrawiam
OdpowiedzUsuńNo teraz pewnie mogę Cię komentować,mam pocztę już założoną w google:)
OdpowiedzUsuńTa historia to fantazja? czy rzeczywistość?
Pozdrawiam.
Nie zgubiłaś się, masz tylko taki czas - każdy czasem tak ma, że... po prostu nie ma się nic do powiedzenia. A może po prostu nikt cię ostatnio nie pyta? Ja tak czasem mam, że zdaje się, że jest w głowie tylko pustka. A tak naprawdę przecież mam dużo do powiedzenia - po prostu nikt nie pyta a ja nie jestem gadatliwy... Po prostu - usiądź na progu i przeczekaj. Zapal papierosa.
OdpowiedzUsuńMarta: to nie fantazja. Prawda jest założeniem tego, co tu od jakiegoś czasu wypisuję - prawda wydarzeń i uczuć, które temu towarzyszą. Jak będę chciał zamieścić fantazję - z pewnością wyraźnie jako taką ją zdefiniuję. Tutaj jestem sam przez siebie zobligowany do odkrywania wszystkiego o sobie - nawet jeśli to dla mnie samego jest niespodzianka. A czasem jest... :)
OdpowiedzUsuńNo i proszę - pierwsza wada fantastycznego blogspota - nie można odpowiedziec na komentarz tak, żeby stworzyć "thread" - wszystko ciurkiem leci. Albo ja nie umiem.
OdpowiedzUsuńz tymi etykietami chyba tak jest ze ludzie w malzenstwach sa bardziej zmeczeni zyciem niz single ... ps. nie nosisz obraczki ?
OdpowiedzUsuńMoże i tak - może każdy ma swoją etykietkę na twarzy i czasem ją widać. Obrączki nie noszę. Może to żałosne, ale wyrzuciłem ją jakiś czas temu. Dość skutecznie.
OdpowiedzUsuńxres:no wada to chyba tego bloga,że leci wsio ciurkiem:)
OdpowiedzUsuńCo do mojego pytania - tak myślałam,że wszystko co tu piszesz to prawda i Twoje odczucia.Ale wolałam zapytać.
Czemu tak jest ,że nie czerpiemy radości z małżeństwa,tylko szukamy czegoś więcej?
No nie - leci ciurkiem, bo nie da się ustawić inaczej. Zdaje się że wszyscy inni tutaj też tak mają...
OdpowiedzUsuńCo do małżeństwa - "wyczerpałem się". Okazuje się, że czasem koncepcje na to kim powinna być żona dla męża i vice versa są tak odmienne u nich obojga, że... Czasem się zmieniają po latach - już nie ważne z jakich przyczyn bo może być ich dużo. Ale czasem po prostu przestaje "grać". Ja na przykład mam koncepcję "żony", którą moja partnerka już być nie może i nie chce. Sama mnie o tym poinformowała :)
po co więc z nią jesteś?
OdpowiedzUsuńBo nie jestem czarno-biały chociaż bym bardzo chciał. Związek między ludźmi ma różne odcienie. I coraz więcej ich po latach. To nie jest moja koleżanka. To moja żona.
OdpowiedzUsuńno dobra zapalę ... napić się nie ma z kim brak mi życia ... w sobie .. k..... kim ja jestem .. wczoraj odebrane obrączki a ja się czuję znudzoną panną młodą ... może w każdym z nas po czasie monotonni i wychowywania cudzego świata... jest prostytutka?która czasem szuka czegoś zupełnie innego niż wygląda??? .. ja pier...... niech mi ktoś powie , albo nie niech mi ktoś przyłoi ... to może wrócę do rzeczywistośći bo mam wrażenie że żyję w jakieś wyimaginowanej rzeczywistości kóra wieje nudą ............ no dobra marudzę i co z tego .......... mam to w d.........
OdpowiedzUsuńcmoka
Piszesz "Okazuje się, że czasem koncepcje na to kim powinna być żona dla męża i vice versa są tak odmienne u nich obojga, że... " Wiesz co ... chyba to wysle mazonkowi smsem Moze pomysli
OdpowiedzUsuńxres: Bardzo mądrze napisane,ale czasem trudno tak....
OdpowiedzUsuńDO MACOCHA:
OdpowiedzUsuńPowinnaś się zastanowić czy chcesz tego ślubu,bez sensu jest się żenić-wychodzić za mąż,już na stracie załując....zawsze jeszcze można sie wycofać:)
pozdr.
och Marta ja rozumiem .. ale to że człowiek boi się przejśc na tą drugą stronę zamążpójścia nie oznacza falstartu na starcie ... po prostu po 1 małżeństwie i złym obrazie który czy chce czy nie tkwi tam we mnie ciężej jest patrzec w przyszłośc z naiwnością ... co ja na to poradzę że za dużo mam myśli ...
OdpowiedzUsuńCokolwiek by sie nie działo w twojej głowie - 7 czerwca będziesz uśmiechnięta. I UCZESANA! :) Życzę ci tego.
OdpowiedzUsuńdziękuję pięknie :)) xres
OdpowiedzUsuńMam komentować post, w którym opisujesz wizytę w burdelu????? Tak se na próbę....
OdpowiedzUsuńNapisz coś bardziej wartego komentarza ;)
(wredna jestem, co?)
(owszem - jak zwykle :))) )
OdpowiedzUsuń