poniedziałek, 23 czerwca 2008

Nawet

Codzienność przybrała wymiar wprost bezbrzeżny. Wylewa mi się całą tęsknotą. Zaczęła objawiać się somatycznie, a to staje się niebezpieczne. Wyglądając przez okno, w oczach mam odruch wymiotny. Zaciskam dłonie jako reakcja na ból gdzieś w środku. Jak przemnożę ilość wysłanych sms-ów przez ilość myśli to wychodzi mniejszy rachunek za telefon żony. Taka pokrętna matematyka.

Jedynym sensownym momentem stała się jazda samochodem do/z biura, kiedy w kółko puszczam to:



Jest jakaś magia w tym kawałku i jego słowach...
Dajcie mi się położyć i proszę - nie budźcie
Nie ma świętości i nikt mnie nie uratował


Ktoś napisał: "trzeba się chwytać tego, co namacalne". Rada uniwersalnie brzmiąca...
- spotkania ze znajomymi - nie działa, ciężko się skupić na jakiejkolwiek sensownej rozmowie
- wycieczki w weekend pod pretekstem sprawienia dziecku radości (zoo, parki w promieniu 200 km, zorganizowane miejsca rozrywki) - tak ulotne jak jego krótkoterminowy uśmiech (bo on jako fatalista wie że trzeba będzie wrócić do domu a ja nie moge się pozbyć myśli o czymś innym)
- alkohol - krótkotrwały kolega
- coś "dla siebie":


Może zadziała na jakiś czas - mam tam daleko więc można będzie oddać się kilku godzinom muzyki i patrzeć jak kawałek kraju ucieka za szybą...

Nawet nie mam myśli. Same uczucia.

35 komentarzy:

  1. kiedy przetrawisz to wszystko .. poleżakujesz .. dojrzejesz jak dobre wino do decyzji ... czasem potrzeba czasu nawet lat .....

    pozdrawiam
    uczesana

    OdpowiedzUsuń
  2. wpadłam znienacka chciałam powiedzieć dzień dobry jak tam we wtorek..ale...czytam i o matko jakbym siebie widziała czy czytała ponad pól roku temu...z tęsknoty założyłam bloga tam raz przeklinałam cały świat innym razem błagałam wręcz żebrałam o jeden tel. tak sama przed sobą mi pomogło..ale nie o tym chciałam ;/

    tęsknota boli zwłaszcza na początku boli wręcz fizycznie ale najlepsze w tym wszystkim jest to ze kiedyś mija robi sie bardziej mdła bardziej zamazana w końcu zapominamy pokrywa sie kurzem czasu...tak tez będzie u ciebie tak myślę..wiem brzmi jak banał jednak wiem o czym pisze sama to przeszłam i tez miałam wrażenie ze bez niego umrę wręcz zdechnę jak ...;/
    a teraz teraz jestem wdzięczna za to co mi dal...:):)

    nio to teraz uszki w pion dzień dobry wtorkowo i uśmiechaj sie jak najczęściej kto wie kogo możesz spotkać zawsze wtedy lepiej sie szczerzyć niż smucić prawda głuptasku:):)

    OdpowiedzUsuń
  3. Do kogo piszesz tyle smsów?
    Trzeba być cierpliwym -podobno- może w końcu się uda uzyskać odpowiedź!Pozdrawiam!

    Jestem tą drugą stroną....:)
    i nic...też czekam...
    MartiQa

    OdpowiedzUsuń
  4. kurcze dużo tego napisałam..przepraszam niechcący :D:D:D

    OdpowiedzUsuń
  5. fajne piszesz komentarze:) tylko to:)MartiQa

    OdpowiedzUsuń
  6. Po pierwsze- znów smuty na blogu. Nie jestes taki w rozmowach, więc bardzo Cię pliz- wyluzuj i tutaj.Bo się wszystkie czytelniczki popłaczą.
    Po drugie- jak mi Twoja tęsknota zarośnie kurzem to zaprawdę powiadam ci- nie mam zbyt wysokich osiągnięć w odkurzaniu ale przyjadę i własnoręcznie posprzatam. Mdłości zostawmy kobietom w początkującej ciąży jak się naprawdę kocha i chce to nie ma szans na mdłości- przykro mi bardzo. Na banały też nie każdy sobie zapracował.
    Smsy są do mnie.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. a może to znak że czas wreszcie zawalczyć o siebie..? Odwagi życzę ;)
    Ana

    OdpowiedzUsuń
  8. cal - smysy do Ciebie hiii:)dobre:)Komentarz też.Ale czemu ma xres sie nie martiwć i nie tęsknić?Każdemu wolno nie tylko kobiecie.Facetowi dodaje tu uroku:)Pozdrawiam!MartiQa

    OdpowiedzUsuń
  9. Cal - pyskata jak zawsze. Nie wiem czemu to u Ciebie lubię... :)) Ale widzisz - nie jestem chodzącym nieszczęściem - czasami tylko zapominam jak to jest: żeby być wesołym to trzeba być pijanym, czy trzeźwym?
    Ropucha - nie chcę "zarosnąć" kurzem. Ciągle liczę na coś. Myślisz że się przeliczę?
    Allpha - nie chcę czekać latami - matko boska z któregokolwiek kościoła... Wiesz - nie każdy ma za sobą tyle, co ty. Myślę sobie że dzięki temu łatwiej ci jest teraz patrzec przed siebie. W ogóle mam wrażenie że każdy wyprzedza mnie co najmniej o "okrążenie" a ja dostałem zadyszki - jak to stary palacz.

    OdpowiedzUsuń
  10. A dla mnie nawet słówka?...ajćccc!
    MartiQa

    OdpowiedzUsuń
  11. xres- żeby być wesołym trzeba się obudzić o normalnej porze. Nie wedle południa ;) MartiQa- żebyś wiedziała! Dobre, a nawet jeszcze lepsze! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. nio... miła Cal,to Ty ni jesteś...
    Pozdrawiam.MartiQa

    OdpowiedzUsuń
  13. ,,,,,,,,,,,,,,,,,,25 czerwca 2008 10:26

    wiesz Xres ... czy ja wiem czy jest mi łatwiej .. może i jest .. może łatwiej mi podjąć decyzję ... łatwiej jest mi ją walnąć w czyn .. latwiej mi powiedzieć .. i łatwiej zrobić .. ale czy łatwiej z tym żyć?............ czasem trzeba postawić wszystko to co masz na 1 kartę niż dusić się w przypuszczeniach i kalaniu własnych myśl .. a może a gdyby .... na tym te lata się ciągną w niskończoność .. ....

    w jednym jesteś do przodu :))))))
    buziaki ...
    Cal paskudku kochany:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Czy ja powiedziałam coś niemiłego? Obraziłam kogoś? Bez przesady, po prostu nie dołączyłam do "chórku" smutasów- z reguły nigdy tak nie robię. Uczesana- bardzo mądry tekst. (widzicie?-jestem miła) :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Cal - wiem,wiem nie obraziłam sie przecie:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Cal to - tak naprawdę - grzeczna dziewczynka :) I umie być miła. Nawet jak ma PMS.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ale wtedy bycie miłą to dla niej potężny wysiłek ;) I nie dla każdego. (Zauważyłyście? On wie co to PMS, zgadnijcie kto go tego nauczył) :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Czasami tylko czas nas ratuje.

    OdpowiedzUsuń
  19. żony uczą mężczyzn kobiecości:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Kobiety uczą mężczyzn kobiecości. Żony nie mają na to monopolu.

    OdpowiedzUsuń
  21. no tak, ale znają tych swoich mężczyzn na wskroś, widzą ich w majtkach,w gaciach, jak dłubia w nosie i drapia sie po tylku:)

    OdpowiedzUsuń
  22. wyczuwam jakieś awersy do żon hmmm żona jak to żona w pewnych sytuacjach ma monopol..:P:P:P:P

    OdpowiedzUsuń
  23. Jakie znowu awersy? Ja chyba naprawdę mam wielką moc wypowiedzi-jedno moje słowo potrafi określić co tak naprawdę myslę? Gdybym miała myśleć w ten sposób to powiedziałabym "wyczuwam jakiś awers do Cal, bo jeszcze niczego takiego nie powiedziała a już ją ktoś nazwał niemiłą a jej wypowiedzi są notorycznie negowane"- Bez przesady.
    Monopol- tak żona jest z facetem na codzień. Gacie, dłubanie w nosie itd...- kto co lubi. Mnie chodzi bardziej o przyglądanie się drugiej osobie i wyciąganie wniosków. To tak jak z czytaniem ze zrozumienie- trudne, ale da się zrobić. Patrzysz na faceta, wiesz jak się zachowuje, czego potrzebuje a czego ty od niego chcesz. Jeśli jesteście małżeństwem (właśnie, a czy kobiety w wolnych związkach nie mają nic do powiedzenia, w końcu przecież NIE SĄ żonami?)to po jakimś tam czasie bycia razem nie tylko wiecie o sobie wszystko, ale umiecie to "wszystko" zastosować w praktyce. Jeśli się z kimś jest TYLKO PO TO BY BYĆ ŻONĄ a wzajemne obserwacje kończą się na podglądaniu jak ktoś dłubie w nosie, to moim zdaniem nie ma co rozmawiać o "monopolu na naukę kobiecości". Ani o żadnym monopolu.

    OdpowiedzUsuń
  24. Cal - moc jest z Tobą - faktycznie :)) (jak w straszliwej burzy która właśnie trwa u mnie). PS. Drapię się czasem po tyłku - nie tylko żona to widziała :)

    OdpowiedzUsuń
  25. A tak poważnie to: jest słuszność w stwierdzeniu, że hasło "żona" przekłada się na "ktoś kto widzi cię/widział cię we wszystkich sytuacjach". Oczywiście to nie monopol bo dowolny "wolny związek" też ma tą charakterystykę... Po prostu hasło "partnerka" jest społecznie węższym pojęciem i nie zawiera w sobie tego samego co żona. SPOŁECZNIE. W NOMENKLATURZE. Problem pojawia się wtedy, gdy ludzie są dla siebie tylko żoną/mężem w pojęciu społecznym. Wtedy nie ma mowy o czymkolwiek poza tym nieszczęsnym "dłubaniem w nosie, drapaniem się po tyłku". Taką definicję żony/męża... to ja pierdolę.

    OdpowiedzUsuń
  26. Uważaj, bo przyznawaniem się do drapania po tyłku burzysz mit idealnego bloggera ;) I nawet fakt, że znasz słowo "nomenklatura" może Cię nie uratować ;)
    U mnie też była straszna burza. A ja w cienkiej bluzce i krótkich spodenkach popylałam z zakupami. Hm.... było miło :)
    (nie mogę być na gg)

    OdpowiedzUsuń
  27. Wiem jak wyglądałaś później :) Sweet...

    OdpowiedzUsuń
  28. Znam jeszcze słowo "emancypacja" i "polopiryna". No i "tradycja" też znam... Świecka taka "tracycja".

    OdpowiedzUsuń
  29. Albo rodzinna. "Widac to u nich taka rodzinna tradycja" cyt. "Sami Swoi" ;)
    Co porabiasz?

    OdpowiedzUsuń