Słuchałem całym dzień Chopina. Tak naprawdę to nigdy go nie lubiłem za specjalnie, bo dysonans dźwięków jednoinstrumentowych nie przemawia do mnie. Ale udało mu się stworzyć kilka naprawdę łamiących serce utworów...
Po całym dniu wracam do domu. W "międzyczasie" syn dzwoni do mnie upewniając się jak zwykle, że będę w domu niedługo. Zawsze się martwi... Ale dziś jest weekend. Nie nocuje w domu. Jestem sam i mam zamknięte oczy. Wyłączam telefon. Nalewam wodę do wanny. Rozbieram się i patrzę na siebie w dużym lustrze. Nim zdążę zastanowić się na upływającymi latami wchodzę do nieznośnie gorącej wody. Mija prawie 90 minut. A Chopin ciągle gra mi w głowie. Miesza mi się obowiązek z potrzebą uwolnienia się. Nie wiem, co jest dobre, a co złe. Za dużo tego. Jestem prostolinijny. Wręcz prostacki. Nie przemawia do mnie metafora ukrytej złośliwości. Zawsze spływa gdzieś pomiędzy klawiszami lub strunami instrumentu na którym wygrywają muzykę, której akurat słucham.
Wychodzę wreszcie. Człowiek po gorącej kąpieli jest jak oczyszczony. Słodki smak tytoniu owocowego wypełnia mi płuca. Usmiecham się. Zupełnie bez racjonalnego powodu.
piątek, 10 października 2008
Bez powodu
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
no dobra idę spać jakby co to jestem u siebie w wyrze .. przeczytałam ten sądny dzień i się posmarkałam .
OdpowiedzUsuń(to tak na marginesie ).
jak w sztuce .
dobrze , ze mam zdrowy mięsień ;)
Jestem zdrowo walnięty więc nie będę już dziś może snuł teorii na temat tego który to mięsień niby masz na myśli... :)))
OdpowiedzUsuńWiesz xRes, dawno temu, twierdziłam że Chopin do mnie nie przemawia, za cholerę. Jeśli go grałam to tylko po to by odbębnić.. bębniłam więc niemiłosirenie aż pokochałam go. Tej muzyki nie da się "lubić", będzie Cię wkurzać albo pokochasz ją. Kilka lat później skończyłam szkołę muzyczną w klasie fortepianu, wtedy już zakochana.
OdpowiedzUsuńLatem byłam w Żelazowej Woli z mp3, potem kładąc się spać słyszałam jak gra mi w uszach..
Ja tez nie wiem co jest dobre a co złe. Wiem natomiast że bardzo zaskoczyłeś mnie tym postem. Bardziej niż zwykle. Ale jak zwykle pozytywnie.
Ana
to znaczy Ania ;)
Masz rację. Jednoznaczne ustosunkowanie się do Chopina zajęło mi chyba z 15 lat. Jak dziś pamiętam sondę uliczną lokalnego radia - byłem studentem Wydziału Humanistycznego - a na pytanie Czy słuchasz czasem Chopina? odpowiedziałem: A wyglądam na takiego?. Teraz też nie wyglądam. Ale odpowiedziałbym: A nie widać po mnie?
OdpowiedzUsuń