poniedziałek, 27 października 2008

Kiss in my sobriety

Nie wyjdę stąd normalny. Kolejne dni uświadamiają mi, że ludzie dookoła nas mają tak wielki wpływ na nasz charakter. I każde wydarzenie, które nas spotyka zostawia swoje echo. A echo dudni odbijając się od ścian - tym mocniej, im bardziej pusty jestem. Im więcej mnie spotyka - tym więcej oczekuję. Skrupulatnie kolekcjonuję porażki - wyobrażam je sobie i wymyślam dowody, by udowodnić winę i przyczyny.
Bardzo współczuję moim przyszłym towarzyszom życia i gratuluję niedoszłym. Posyłam im pocałunek. Wszystkim. Bo zwykle wybaczam słabości. Najchętniej samemu sobie. A pocałunek przecież tak wiele umie załatwić...

7 komentarzy:

  1. U mnie życie odbija się czkawką, codziennie mam jej atak. Ale i tak nie rozumiem przesłania ;)Kiedyś lubowałam się w planowaniu kolejnych swoich nieszczęść. Nocą do snu tworzyłam historie, której nieszczęśliwym bohaterem byłam ja. Jakże podniecało mi bycie ranioną i te wyrzuty sumienia w oczach winowajców. Masochistka, dziś marzę o przyjemnych rzeczach, ale może dawne sny teraz odbijają się czkawką w moim życiu? Myślę, że nie jeden psychoterapeuta zarobiłby na mnie krocie ;) Nie wiem czy tez pozostałością jest u mnie brak wybaczenia innym, ale najmniej wybaczam sobie.

    OdpowiedzUsuń
  2. "Bezpieczniej" jest dorobić teorię do własnej porażki. Nie na ślepo - ale próbować wytłumaczyć sobie siebie. Nie powstaje wtedy wcale sztuczny twór - wręcz przeciwnie. Ja widzę dzięki temu prawdziwy obraz siebie. Taki czy inny - ale ja.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedy porażki, to obraz nas nie rysuje się chwalebnie. Mogę stworzyć teorię i zrozumieć swoje postępowanie, ale nie zaakceptuję własnych błędów. Czy istnieje autohipokryzja? Wymagam od siebie perfekcji, nieskazitelności gardząc jednocześnie idea(ła)mi... Ale paradoksalnie - niezadowalając się włacnym obrazem, lubię siebie. Lubię własną antynomię.

    OdpowiedzUsuń
  4. No cóż najbardziej przesrane mają te charakterki co chłoną jak gąbka każdorazowy upadek czy wzlot , czy są w manipulacji przez innych.
    Jest ślepa wiara .
    Xres w każdej sytuacji jesteśmy namiastką siebie tak na prawdę .
    Bo każda sytuacja wymaga od nas czegoś innego i ludzie których spotykamy również .
    Ale na marginesie świadomość siebie i swoich możliwości jest cenna .
    Nie cierpię cechy u innych tej z którą porywają się na jakiś cel z motyką na słońce .Trzeba sobie uświadomić czy damy radę i nie kierować się głupimi pobudkami.
    Jedynie żeby komuś coś udowodnić.
    Za cenę jaką nie jesteśmy sobą zapłacić jak jest już za późno.

    OdpowiedzUsuń
  5. Chyba nie porywam się z motyką na nic - raczej zawsze robię rachunek zysków i strat. Ale są tez czasem cele "wyższe" niż my sami. Trzeba ich dopilnować nawet jeśli przyjdzie stracić przy tym rozum. I zabić się o motykę :) Miłego.

    Mojra - istnieje takie coś co nazwałaś autohipokryzją! Ja tak mam. Ale dzielnie walczę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Sami hipokryci tutaj? ;D W sumie czy ktoś nim nie jest?

    OdpowiedzUsuń