Mam 33 lata i piszę bloga. Co za masakra. Żalę się w kosmos. Pewnie nie mam po prostu do kogo pójść i pogadać. Obojętność między dwojgiem ludzi narasta czasem jako reakcja na obojętność z drugiej strony - lub jej przejaw, lub złudzenie jej przejawu. Po co? Żeby ukarać kochaną osobę? Co za chora miłośc - więc może nie miłość. Nie wiem - może tacy wszyscy jesteśmy.
Żona świadomie umówiła się z obcym facetem na spacer, przytulanki i pocałunki. I oszukiwała mnie za każdym razem mówiąc, że idzie gdzie indziej. Aż musiałem się poniżyć i po 2 godzinach wahania zajrzeć do archiwum gadu-gadu. Zawsze kasowała wszystko z archiwum. Ale pewnie nie domyśliła się, że kasując archiwum wcale go nie kasuje. A ja zadałem sobie ten żałosny i poniżający trud, żeby odzyskać te wiadomości i przeczytać, że tak naprawdę umówiła się na randkę. Kurwa nie wierzę ze to piszę.
Chciało mi się rzygać. Nigdy nie rzygam ze zdenerwowania. Robi mi się zimno i pocę się jednocześnie. Wczoraj to odczułem. Nigdy w życiu nie spotkało mnie coś takiego. Przejaw władzy umysłu nad ciałem. Bodzieć nie-adekwatny atmosferycznie. Od razu przeprosiłem za grzebanie w korespondencji. Sms-em - wróciła do domu za chwilę...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz