Dziś mam dostać odpowiedź. Wymogłem ją. Na siłę. Jeżeli będzie negatywna - rozstaniemy się. Czy wtedy będzie to oznaczać że zmarnowaliśmy ponad 10 lat? Czekam, ale to ponad moje siły. Nasza rozmowa - wreszcie szczera od bardzo długiego czasu - sama w sobie dała mi ukojenie. Odpuścił trochę uścisk w gardle i przeładował się na serce niepewnością.
Czy jestem egoistą? Wymogłem deklarację w 24 godziny, dałem czas "na przespanie się z tym" w imię własnych uczuć, bo nie mogę znieść niepewności, bo nie mogę żyć w obojętności, bo przerażony jestem perspektywą samotności. A wiem że nie ma zdrowego rozwiązania - mamy syna, którego dobro zawsze będzie najważniejsze. Jak ona ma podjąć decyzję nie filtrując uczuć szczęściem dziecka? Powiedziałem: on zawsze będzie najważniejszy i zrobimy oboje wszystko żeby niczego nie odczuł, jeżeli się rozstaniemy. Dlatego w swojej decyzji musisz choć na chwilę przyjąć że on jest nietykalny i nie mysleć o nim podejmując ją. Bo ja nie zniosę życia z kobietą która mnie nie kocha. Przecież to niemożliwe. Czy znowu myślę tylko o sobie?
Scylla i Karybda - tak to się chyba nazywa. Cokolwiek nie zrobisz, będzie źle.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz